niedziela, 5 lutego 2017

3 | Toast z taniego piwa

Chloe's POV
- Chloe! - usłyszałam za sobą krzyk. Nie odwróciłam głowy. Twardo wpatrywałam się w ziemię. 
- Chloe... - ktoś do mnie podbiegł i mocno przytulił. Nie zwróciłam na to uwagi, jednak poczułam się trochę nieswojo. To nie był uścisk, który znam. Był przyjemny, ale taki... obcy. Dziwne uczucie. W końcu ta osoba mnie puściła, ale nadal trzymała dłoń na moim ramieniu.
- Znalazłam cię - odwróciłam głowę i zobaczyłam... uśmiechniętą Rachel.
- Rachel? - zdziwiłam się.
- Jak widać - roześmiała się.
- Dlaczego za mną biegłaś? - zapytałam.
- Miałam cię zostawić? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Mogłaś. Przywykłam do tego, że wszyscy mają mnie gdzieś. - mruknęłam.
- Chloe... - Rachel pokręciła głową - Nie znamy się długo, więc nie wiem o tobie zbyt wiele, ale na pewno masz kogoś, dla kogo dużo znaczysz. Na przykład Megan. Zorganizowała dla ciebie to przyjęcie, prawda? 
Wzruszyłam ramionami.
- Nawet za mną nie biegła. Pewnie świetnie się bawi - powiedziałam chłodno.
- Nieprawda! - zaprzeczyła - Biegła razem ze mną i... - zawiesiła głos, nie wiedząc, co powiedzieć.
- I dlatego jej tu nie ma? - zapytałam ironicznie i prychnęłam - Daruj sobie.
- Przykro mi... 
- Wiem. Ale nie przejmuj się tym. Powiedziałam już, że to normalne dla mnie.
- Chcesz iść do domu? - zaproponowała.
- Chętnie. Mam dość dzisiejszego dnia.
***
Później jeszcze przyjaźniłam się z Megan, jednak to się zatarło. O dziwo, nie miałam o to żalu. Megan i ja znalazłyśmy sobie nowych znajomych i można powiedzieć, że "rozstałyśmy się" w zgodzie. Ona miała swoje życie, swoich przyjaciół, a ja miałam swoje... I Rachel.
Rachel Amber była jak promień słońca w deszczowy dzień. Uśmiechnięta, pozytywna, niezmienna optymistka, potrafiła zmotywować każdego, a nawet u największego ponuraka umiała wywołać uśmiech. Zarażała optymizmem. Pomogła mi wyjść do ludzi. Dzięki niej stałam się bardziej otwarta. Przez jakiś czas nawet byłam w związku z Justinem Williamsem, którego poznałam właśnie dzięki Rachel. Jednak nie układało się nam. Zerwałam z nim dość szybko. Jeszcze nie umiałam poznać tego smaku miłości. Cudownego uczucia, jak to mówią. Najgorsze jest to, że ja mogę tego nigdy nie poczuć. Pozostaje tylko pytanie, czy ja chcę to poczuć.
Dzięki Rachel poczułam jednak coś lepszego - prawdziwą przyjaźń. Ponownie. Nie sądziłam, że to będzie możliwe. Ale z nią wszystko jest możliwe. Od niej bije optymizmem i pozytywną energią. Uwielbiałam to w niej. Zawsze potrafiła mnie pocieszyć. Codziennie siedziałyśmy na wysypisku. To było "nasze" miejsce. Nawet mnóstwo wraków samochodów nie robiło na mnie wrażenia, kiedy Rachel była obok. To niesamowite, że pojawiła się na mojej drodze. Znając moje szczęście, myślałam, że nic dobrego mnie już nie spotka. A jednak ona to zmieniła. Wepchała się z butami w moje życie. I muszę przyznać, że absolutnie nie miałam nic przeciwko. Ba, podobało mi się to.
11/03/2013, wysypisko
Jak zwykle siedziałyśmy w naszej kryjówce na wysypisku. Wokół nas leżały butelki po piwie. Śmiałyśmy się, robiłyśmy sobie zdjęcia. Piłyśmy piwo z ostatnich dwóch butelek, które nam zostały.
- Wyobrażasz sobie, że dzisiaj mija rocznica naszej przyjaźni? - zapytałam, siedząc na ziemi i opierając się na dłoniach. 
Rachel kiwnęła głową, zastanawiając się nad czymś. Po chwili jakaś żaróweczka zapaliła się w jej głowie, bo klasnęła w dłonie, podniosła się i zaczęła grzebać w jakiejś półce. Wpatrywałam się w nią pytająco, niewiele rozumiejąc z tego, co ona wyczynia, ale siedziałam cicho i czekałam cierpliwie. Zupełnie jak nie ja... 
- Są! - ucieszyła się, odwróciła w moją stronę i uśmiechnęła szelmowsko. Schowała dłonie za plecami.
- Rachel? Wszystko okej? - zapytałam z uniesioną brwią.
- No pewnie, że tak - roześmiała się, usiadła po turecku przede mną i wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Zrobiłam to z okazji rocznicy naszej przyjaźni!
Na jej dłoniach znajdowały się dwie bransoletki. Jedna z literką R, a druga - z literką C. 
- Bransoletki przyjaźni... - szepnęłam i wzięłam jedną, z literką C, w dłoń. 
- Podoba ci się? - zapytała z uśmiechem.
- Pewnie - kiwnęłam energicznie głową i na potwierdzenie swoich słów, włożyłam bransoletkę na rękę. Rachel zrobiła to samo ze swoją bransoletką.
- Trochę mi głupio, bo ja nic nie przygotowałam... - zwiesiłam głowę.
- Coś ty, Chloe. W końcu dziś są też twoje urodziny. Potraktuj to jako prezent! - powiedziała pewnie, łapiąc mnie za ramię. Przytuliłam się do niej.
- To najlepszy prezent, jaki mogłam dostać. Nawet z Max nie zrobiłam sobie nigdy bransoletek przyjaźni... - pokręciłam głową - W takim razie musimy wznieść toast. Za naszą przyjaźń!
- I za ciebie - Rach mrugnęła jednym okiem i przybiłyśmy sobie butelki piwa, po czym pociągnęłyśmy długi łyk. Przy niej nawet tanie piwo niewiadomej jakości smakowało bosko.
23/04/2013, pokój Chloe
- Chloe, dzisiaj jest nasza impreza życia. - uśmiechnęła się Rachel - Od twoich urodzin na żadnej nie byłyśmy! Trzeba to zmienić. Klub Vortex niecodziennie organizuje takie akcje. Musimy tam dzisiaj iść! - przekonywała mnie, uwieszając się na moim ramieniu.
- Jedna impreza na dwa lata zupełnie wystarczy.
- Nie żartuj, Che. Wstawaj, idziemy! - zarządziła i uderzyła mnie lekko w plecy. Pokręciłam głową. 
- Mam dziwne przeczucie - rzuciłam, ale Rachel to zignorowała, bo nie odpowiedziała. Stała tylko i patrzyła się na mnie z dłońmi opartymi na biodrach. Westchnęłam i wstałam z łóżka.
- Jest jedna cecha, która łączy ciebie i Megan - powiedziałam, a Rach spojrzała na mnie pytająco - Imprezowanie. 
- I co w tym złego? Poznawanie nowych ludzi, taniec, zabawa... Kto tego nie lubi? - wzruszyła ramionami.
- Ja - mruknęłam.
- To tylko dlatego, że nie potrafisz się do końca otworzyć. Dzisiaj jest kolejna okazja, aby pomóc ci to zwalczyć.
- Wybacz, ale nie jestem tobą, żeby myśleć, że nie ma złych ludzi na świecie - podniosłam głos na Rachel. Chyba pierwszy raz w ciągu całej naszej przyjaźni. - Wiem, że ludzie potrafią być cholernie okrutni. - dodałam ciszej.
- Mówisz tak, bo Max... - zaczęła, ale nie dałam jej skończyć. Może to przez to, że strasznie tęskniłam za Max. Już od kilku pieprzonych lat nie potrafię o niej zapomnieć.
- Nie, to dlatego, że mnie nie ruszają imprezy. Nie lubię tego, okej? - krzyknęłam - Przekonałaś mnie raz, dwa razy, a nawet trzy. Nie jestem typem imprezowiczki, zrozum!
- To dlaczego nie powiedziałaś tego od razu? Nie musiałaś iść trzy razy na imprezy, jeśli tego nie lubisz. - powiedziała spokojnie Rachel.
- Bo ty to lubisz. - westchnęłam - Nie chciałam... Nie chciałam cię stracić. Tak jak straciłam Max, Megan, tatę. Nie chciałam znowu tego przechodzić, dlatego próbowałam być blisko ciebie.
Rachel spojrzała na mnie łagodnie i przytuliła mocno. 
- Nigdy, ale to nigdy cię nie opuszczę. Zawsze będziemy się przyjaźnić. Jak wyjedziemy do Los Angeles, to tylko razem - uśmiechnęła się.
- A jeśli nie chcesz iść na imprezę, to rozumiem. Pójdę sama, ale będę się wyjątkowo źle bawić, bo nie będzie tam ciebie - roześmiała się i wyszła z pokoju.
Zostałam sama, znów bijąc się z myślami. Miałam to okropne, złe przeczucie. Czułam, że wydarzy się coś dziwnego, jednak olałam to. Nic złego nie może się stać, skoro cały czas będę siedzieć w swoim pokoju, prawda?

2 | Otoczeni przez maszyny

A/N: Na początku pragnę wspomnieć, że znajdziecie w tym rozdziale, a także ogólnie w całej książce, przekleństwa. Nieczęsto, ale będą.

***

Wesołe miasteczko, 11/03/2012
Chloe's POV
Wiem, że Megan chciała być miła i zrobić dla mnie prawdziwą imprezę, ale nie rozumiem, dlaczego akurat w wesołym miasteczku. Zabawa dla gówniarzy. Nie zamierzam niczym jechać. Nie lubię być otoczona przez maszyny. Kiedyś bardzo lubiłam tu przebywać, ale od śmierci taty to się zmieniło. 
Stałam właśnie w rogu parkingu, przy kontenerach na śmieci i jakimś zniszczonym samochodzie, trzymając w ręku plastikowy kubek z piwem. Tu byłam pewna, że mogę sobie porozmyślać w samotności. Środek imprezy był pewnie gdzieś w centrum, ale ja nie zamierzałam siedzieć pośród kompletnie pijanych, nieznajomych mi osób.
- Ej, dobrze się bawisz? - O wilku mowa. Jakiś pijany chłopak, którego pierwszy raz widziałam na oczy, popchnął mnie na samochód stojący za mną. Piwo rozlało mi się na kurtkę i na maskę samochodu. 
- Spierdalaj - warknęłam, rozmasowując łokieć.
- Luz, loszka. Mogę ci pomóc się zabawić - poruszył sugestywnie brwiami i objął mnie ramieniem, a we mnie aż się zagotowało. Megan może i miała dobre intencje, ale nie musiała podchodzić do przypadkowych ludzi z ulicy i ich zapraszać. 
- Mam ci to przeliterować? Zostaw mnie, albo wytrę twoją twarzą to piwo - wycedziłam i odepchnęłam go.
- Okej, okej. Sztywniara - prychnął i poszedł sobie. Szczerze mówiąc, miałam to gdzieś. Założę się, że on nawet nie wiedział, że to są moje urodziny. 
Poszłam po kolejne piwo, ale po chwili ktoś na mnie wpadł i oblał moją koszulkę. Westchnęłam i zrezygnowałam z picia, bo jak tak dalej pójdzie, to będę mokra aż po czapkę. 
Czułam, że to jest najgorsza impreza w moim życiu. Postanowiłam na chwilę pobyć sama, ale wiedziałam, że w rogu parkingu nie znajdę już spokoju. Oddaliłam się nieco od centrum imprezy. Idąc wokół tych wszystkich kolejek górskich i poszukując miejsca, gdzie mogłabym samotnie posiedzieć, napatoczyłam się na kilku leżących bez ruchu, pijanych nastolatków - czyli pierwsze zgony imprezy są zaliczone. A rozpoczęła się niecałą godzinę temu...
W końcu oddaliłam się na tyle, że krzyki imprezowiczów oraz odwiedzających wesołe miasteczko były tylko odrobinę denerwujące. Usiadłam za jakąś budką z donutami. Tutaj na pewno nikt mnie nie znajdzie. Mogłam pobyć sam na sam z myślami. Przypomniałam sobie to, co mówił tata. O maszynach. Nauczył mnie, wtedy, że świat jest piękny.
***
- Tato, daleko jeszcze? - zapytała dziesięcioletnia blondynka, przeciągając głoski.
- Nie, Chloe. Za chwilę będziemy na miejscu - uśmiechnął się mężczyzna za kierownicą.
- A gdzie jedziemy? - dociekała dziewczynka.
- Zobaczysz - odparł tajemniczo. 
- Powiedz! - nadąsała się.
- Nie mogę, bo to niespodzianka. - wytłumaczył spokojnie William.
- Czy to jest wesołe miasteczko? - dziecko pomachało nóżkami.
- Nie - roześmiał się mężczyzna - Znacznie lepiej.
***
- Już jesteśmy na miejscu. Możesz wysiąść.
Dziewczynka z radością wyskoczyła z samochodu, zanim William zdążył dokończyć zdanie. Pełna szczęścia zauważyła, że znajduje się na łące, nad jakąś rzeką. Zasmuciło ją to nieco.
- Co jest, Chloe? Nie podoba ci się? - zapytał jej tata, wyciągając coś z bagażnika.
- Wolałabym być w wesołym miasteczku - wyznała rozczarowana dziesięciolatka i zwiesiła głowę.
Mężczyzna zaśmiał się i pogłaskał córkę po głowie. 
- Tam też pojedziemy. Zobacz, słonko, rozejrzyj się. Tu jest tak pięknie. To wszystko jest wytworem natury. Widzisz te drzewa? 
Dziecko kiwnęło głową i wpatrzyło się w kilka brzóz rosnących obok.
- No i co? - zapytała zniecierpliwiona.
- Każdy listek został stworzony z precyzją, aby był idealny. Czy to nie jest prawdziwe piękno? - uśmiechnął się i zerwał jeden z listków, po czym podał go dziecku. 
Dziewczynka obejrzała go uważnie, po czym prychnęła i rzuciła go na ziemię.
- Wagoniki na kolejkach górskich też są tworzone tak, aby były idealne.
- Och, Chloe. Jesteś uparta, zupełnie tak jak twoja mama - pokręcił głową William - Wagoniki to maszyny, tworzone przez inne maszyny. To różnica. W przyrodzie jest zupełnie inaczej - dziewczynka się nie odzywała, więc mężczyzna postanowił kontynuować:
- Spójrz, za niedługo będziemy otoczeni przez maszyny. Nawet nie wiadomo, czy zamiast tej łąki nie będzie tu kiedyś fabryka. Kolejne maszyny. Chcesz być otoczona przez same maszyny?
- Jeśli te maszyny będą kolejkami górskimi, to tak - uśmiechnęła się dziewczynka.
- Nie mam słów, Chloe. Nie da się ciebie przegadać - roześmiał się William - Zaraz zrobię ci taką kolejkę górską, że odechce ci się tych wszystkich maszyn - stwierdził i wziął córkę na ręce, po czym zaczął się kręcić. 
Dziesięciolatka zaczęła się śmiać z radości, tak bardzo, że aż bolał ją brzuch. Już nie chciała iść do wesołego miasteczka. William był znacznie lepszy niż jakakolwiek kolejka górska, na której była w życiu.
- Tato, przestań! - wydusiła ze śmiechem - Wystarczy! - krzyknęła, a William postawił ją na ziemi.
- I co? Nadal uważasz, że kolejki górskie są lepsze? - uśmiechnął się triumfalnie.
- Nie! Tatuś jest najlepszy na świecie! - krzyknęła radośnie, mocno obejmując ojca.
***
Pieprzone wspomnienia. Chciałabym znowu z nim porozmawiać w ten sposób. Chciałabym, aby znowu mną zakręcił. Chciałabym mieć znowu te cholerne dziesięć lat i uważać, że tata jest najlepszą kolejką górską na świecie.
- Hej, czemu tu siedzisz? - Nade mną stanęła jakaś dziewczyna o długich blond włosach.
- Nie bawi mnie ta impreza - wzruszyłam ramionami.
- Dlaczego nie? Przecież to jest niesamowita okazja, aby poznać nowych ludzi! - uśmiechnęła się.
Wzruszyłam ramionami.
- Jestem Rachel. Rachel Amber. - przedstawiła się i usiadła obok mnie, nie czekając na pozwolenie.
- Chloe Price - mruknęłam, nawet na nią nie spoglądając.
- To twoje urodziny? I ty siedzisz tu sama? - zdziwiła się dziewczyna.
Znowu wzruszyłam ramionami.
- Jak widać.
- Jesteś sceptycznie nastawiona... Dlaczego? - dopytywała Rachel.
- Nie lubię takich imprez. Nie lubię wesołych miasteczek. Czuję się taka...
- Otoczona przez maszyny? - zapytała. Zaskoczyło mnie to i odwróciłam się w jej stronę, unosząc brew.
- Dokładnie - wymamrotałam, nadal zaskoczona.
- Rozumiem cię. Wszędzie tu tylko rzędy śrub, szyny, metal. Tak nie powinien wyglądać świat. Przyroda jest najpiękniejsza. Drzewa, kwiaty... - pokręciła głową.
- Ty chyba jesteś spokrewniona z moim ojcem - powiedziałam z niedowierzaniem - Myślał dokładnie tak samo.
- Myślał? - blondynka uniosła brew.
- On już... - westchnęłam - Odszedł.
- Och, wybacz. Przepraszam, jeśli cię to uraziło. Jestem strasznie ciekawska - wytłumaczyła się szybko Rachel.
- Zauważyłam - pokiwałam głową.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez jakąś godzinę. Albo dłużej, nawet nie liczyłam. Rachel sprawiała wrażenie naprawdę pozytywnej osoby. Przy niej zapomniałam o tacie i o Max. Czułam, że nadajemy na tych samych falach. 
- Wracajmy już na imprezę, musisz być obecna wśród gości! W końcu jesteś solenizantką - podniosła się Rachel, a ja niechętnie wstałam zaraz po niej.
- W ogóle, twój kolor włosów jest zabójczy - powiedziała z uznaniem.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
***
- No wreszcie przyszłaś! Chloe, gdzie ty się podziewałaś? - Megan podbiegła do mnie. Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a ona znowu zaczęła mówić.
- Przyszłaś w idealnym momencie - powiedziała tajemniczo i pociągnęła mnie za sobą. Rzuciłam błagalne spojrzenie w kierunku Rachel, ale ona tylko zachichotała. 
Megan pociągnęła mnie za sobą na jakąś scenę, która musiała zostać przygotowana specjalnie dla mnie, bo nigdy jej tutaj nie widziałam. Chociaż już dawno mnie tu nie było, ale - po cholerę scena w wesołym miasteczku?
- Moi drodzy, proszę o uwagę - powiedziała Megan do mikrofonu. Większość zebranych w tym miejscu nawet się nie przejęła, co poniektórzy odwrócili głowy ze znużeniem. Jedyną osobą, która naprawdę zwróciła uwagę, była Rachel.
Dziewczyna odchrząknęła, a ja szepnęłam tylko, żeby się nie wygłupiała. Ona machnęła ręką i mówiła dalej:
- Chciałabym, aby każdy z was wzniósł toast za naszą solenizantkę - Chloe Price! - uniosła moją rękę do góry. Słysząc słowo "toast", każdy obrócił swoją głowę w naszą stronę. Typowe.
- Za tę sierotę? - wykrzyknął ktoś i zaczął się śmiać. Reszta pijanych nastolatków szybko dołączyła do niego.
Do moich oczu napłynęły łzy. Przypomniałam sobie właśnie, że jestem mokra od piwa. I stoję przed wszystkimi, będąc sierotą dosłownie i w przenośni. Właściwie to półsierotą.
Schowałam twarz w dłoniach i uciekłam. Usłyszałam za sobą śmiechy oraz wołanie Rachel i Megan. Ale nie zareagowałam. Biegłam przed siebie. Nie wiem gdzie, nie wiem ile. W końcu zatrzymałam się na jakiejś łące. Usiadłam bezradnie na ziemi, zginając kolana i chowając głowę. Dopiero po chwili podniosłam głowę i rozejrzałam się.
Tak. To była ta pieprzona łąka. Wszystko się zgadzało - rzeka, brzozy. Tylko że wtedy nie było stamtąd widać wesołego miasteczka, a teraz mogłam jeszcze zauważyć zarys kolejki górskiej. 

- Tato, miałeś rację. Człowiek naprawdę jest otoczony maszynami - szepnęłam, gładząc trawę obok mnie.

1 | Sąsiedztwofobia

Dwie dziewczyny ścigają się na klif.
- Myślisz, że kiedyś uda ci się mnie dogonić? - zapytała długowłosa blondynka, przyspieszając. Za nią biegła szatynka, nieudolnie próbując dorównać tempu przyjaciółki. 
- Jeszcze chwilę! - powiedziała szatynka, ciężko sapiąc.
- Nie masz szans! - zaśmiała się blondynka, stając przed ich ulubioną ławką na szczycie klifu i opadając na nią bezceremonialnie.
- Pierwsza! - uśmiechnęła się.
- To niesprawiedliwe! Zawsze byłaś lepsza z WF-u! - wzburzyła się szatynka, zatrzymując się obok ławki i dysząc.
- Zluzuj, Max. Kiedyś jeszcze uda ci się mnie dogonić - powiedziała łagodnie, gładząc przyjaciółkę po ramieniu. 
- Chyba w innym życiu - dziewczyna mruknęła ironicznie i usiadła obok przyjaciółki.
-  Nie przejmuj się. Wygrywanie wcale nie jest takie satysfakcjonujące, kiedy wygrywasz cały czas. Kiedy wygrywasz z kimś po dziesiątkach prób, dopiero wtedy czujesz prawdziwe zwycięstwo - powiedziała blondynka, patrząc na przyjaciółkę.
- Co ty możesz o tym wiedzieć, zawsze ze mną wygrywasz - odparła smutno Max, nawet na nią nie spoglądając.
- Tata mi to powiedział. Zawsze wygrywa ze mną w Scrabble. Układa tak idiotycznie długie słowa, jak "unimaginative" (tłum. nieoryginalny), a ja tylko jakieś durne trzyliterowe. Kiedyś byłam tak wkurzona, że nie chciałam już z nim grać. I właśnie tego dnia wygrałam, układając "neighbourhoodphobic" (tłum. sąsiedztwofobia) - uśmiechnęła się dumnie dziewczyna.
- Nawet nie ma takiego słowa - zachichotała jej przyjaciółka i odwróciła się w jej stronę.
- Nieprawda, właśnie, że jest - blondynka udała obrazę na szatynkę - Tata mi je zaliczył... Bardziej za kreatywność, niż faktyczne istnienie, ale się liczy! - roześmiała się.
- Chloe, jesteś niemożliwa - Max pokręciła głową i spojrzała przed siebie - Patrz, jaki piękny zachód słońca!
Dziewczyna odwróciła głowę. Pomarańczowe słońce, ukryte w części za chmurami, zdawało się być delikatnie głaskane przez morskie fale. Wyglądało to naprawdę majestatycznie.
- Chciałabym, aby tak pięknie było zawsze - odezwała się Max - Ten zachód słońca i my razem. 
- Przecież tak może być zawsze - odparła Chloe, łapiąc przyjaciółkę za rękę - Bo już zawsze będziemy się przyjaźnić, prawda? - uśmiechnęła się.
- Nie może być inaczej - szatynka kiwnęła głową i odwzajemniła uśmiech.
***
Pokój Chloe, luty 2012
Chloe's POV
- Chloe? Halo, ziemia do Chloe! - Ktoś pomachał mi dłonią przed oczami. Zamrugałam kilka razy, powracając do rzeczywistości.
- No, wreszcie się ocknęłaś. Strasznie się zamyśliłaś - zachichotała Megan. 
- Wybacz - mruknęłam, nie patrząc na nią. 
- Ej, wszystko w porządku? - zaniepokoiła się dziewczyna, a jej oczy posmutniały.
- Taa, okej - przełknęłam ślinę - O czym mówiłaś?
Twarz Megan rozpogodziła się. Ona uwielbiała mówić. Mówiła właściwie bez przerwy. Nawet przez sen potrafiła z kimś porozmawiać. Nie wiem, czemu akurat z nią się zaprzyjaźniłam. Może dlatego, że ona była tu samotna, tak jak ja? To cholernie idiotyczne uczucie samotności wśród ludzi. Mieszkam tu od zawsze, a nie mogłam znaleźć sobie nikogo, oprócz Max. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Megan. Oszalałabym z samotności.
- Jak to o czym? O twoich urodzinach! - krzyknęła - Będziesz mieć już osiemnaście lat! Trzeba ci zrobić imprezę urodzinową, to już za dwa tygodnie! 
- Czy ja wiem? Nie mam kogo zapraszać - westchnęłam, opierając głowę na dłoniach.
- Znajdziemy kogoś, może jakichś przystojniaków... - poruszyła znacząco brwiami, a ja prychnęłam.
- Oj Chloe, w zeszłym roku miałaś siedemnaście lat i nie dałaś sobie zrobić imprezy urodzinowej. W tym roku pozwól mi się tym zająć! - poprosiła. 
- Dobra, możesz coś wymyślić - przewróciłam oczami, a Megan zapiszczała i przytuliła mnie.
- Świetnie! To będzie najlepsza impreza urodzinowa, jaką miałaś w życiu! - stwierdziła.
- Mam nadzieję - mruknęłam.
- Chyba będę szła, muszę coś załatwić. Sorry Chloe, napiszę później - rzuciła szybko, i już jej nie było. Westchnęłam ciężko i opadłam na łóżko. 
Po jakiejś godzinie dostałam SMS-a. Pełna nadziei spojrzałam na wyświetlacz. Od kilku lat czekam na jednego pieprzonego SMS-a. Ale nie, to była tylko Meg.
Od: Megan, 23/02/2012
Chyba znalazłam najlepszy prezent na świecie. Będziesz zachwycona, Chlo! xx
Pokręciłam głową. Megan może i znalazła fajny prezent dla mnie, ale na pewno nie wie, jaki naprawdę chciałabym dostać. Moim marzeniem nie jest najnowsza torebka Louisa Vuittona, ani nic w tym rodzaju. Chciałabym tylko móc wreszcie zapomnieć. O wszystkim. 
Czuję się teraz uwięziona w świecie pełnym cierpienia. W moje serce są wbite dwa sztylety, na których napisane jest: Max i William. Zostawili mnie. Pozbawili radości życia. Tak jakby byli dwoma szkiełkami moich różowych okularów. Bez nich nie widzę kolorów. Wszystko jest szare, smutne i melancholijne. Nostalgiczne. 
Do: Megan, 23/02/2012
Super, nie mogę się doczekać!
To był najbardziej nieszczery SMS, jaki w życiu wysłałam.
Od: Megan, 23/02/2012
Chlo, coś nie tak? Powiedz mi, jeśli coś cię trapi :)
Wzdrygnęłam się, widząc uśmiech na końcu jej wiadomości. Ostatnią uśmiechniętą emotkę wysłałam do Max. Od tamtego czasu nikomu jej nie wysyłam. W ogóle nie używam emotek. Za bardzo mi się kojarzą z opuszczeniem. Ostatni SMS, jaki wysłałam do taty, też miał emotkę. Dlatego teraz ich unikam. Boję się, że znowu zostanę opuszczona. 
Do: Megan, 23/02/2012
Luz, Meg, w porządku
Kolejny nieszczery SMS. 
Od: Megan, 23/02/2012
Skoro tak mówisz...
Nie sądzę, żeby mi uwierzyła. Naprawdę nie potrafię docenić tego, że ktoś się o mnie martwi. Ale ja po prostu boję się, że już nigdy nie będę umiała się z kimś zaprzyjaźnić. Każdy SMS, który wysłałam Megan, był przepełniony kłamstwem. Ja jestem nim przepełniona. Nienawidzę tego.
Nienawidzę siebie. 

Prolog (Friendshit.)

Od: Chloe, 07/08/2008
Cześć, Max! Jak tam w Seattle? Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że taty już nie ma. Szkoda, że musiałaś wyjechać. W Arcadia Bay nie ma nikogo, z kim mogłabym normalnie porozmawiać. A ty? Masz jakichś znajomych w Seattle, czy nadal jesteś zagubiona tak jak ja? 
Nieodebrane połączenia od: Chloe, ilość: 6
Od: Chloe, 11/09/2008
Max? Chyba jesteś zbyt zajęta, aby odpisać. Nie chcę ci przeszkadzać, ale miło by było, gdybyś odpowiedziała. Mam nadzieję, że nie zmieniłaś numeru telefonu.
Nieodebrane połączenia od: Chloe, ilość: 4
Od: Chloe, 21/09/2008
Wszystkiego Najlepszego, Max! Wspaniałych trzynastych urodzin :)
Nieodebrane połączenia od: Chloe, ilość: 3
Od: Chloe Price, 12/10/2008
RE: Hej, Max
Hej, Max. Jak tam u ciebie? Nie odpisujesz na moje SMS-y i nie odbierasz telefonów, więc pomyślałam, że zmieniłaś numer, dlatego piszę na twojego maila. Odpisz mi, proszę. 
Od: Chloe, 25/12/2008
Wesołych Świąt, Max
Od: Chloe, 31/12/2008
Szczęśliwego Nowego Roku! Niech ci się powodzi... 
Od: Chloe, 11/03/2009
Cześć, Max. Mam urodziny :) Przypomniało mi się zdjęcie, które zrobiłyśmy kiedyś na mojej imprezie urodzinowej. Szkoda, że cię tu nie ma. Moim życzeniem jest, abyś w końcu odpisała. Spełnisz je? :)
Nieodebrane połączenia od: Chloe, ilość: 7
Od: Chloe, 19/05/2009
Rozumiem. Nie chcesz już takiej przyjaciółki, jak ja.
Od: Chloe, 24/06/2009
Przepraszam, jeśli zrobiłam coś źle. Wybacz mi, Max. Odpowiedz mi, proszę. Chociaż raz.
Nieodebrane połączenia od: Chloe, ilość: 10
Od: Chloe, 06/07/2009
Założę się, że już mnie nie pamiętasz. Max, tęsknię za tobą. Odpisz mi. Proszę. Nie rób tego, co zrobił tata. Nie opuszczaj mnie. 
Od: Chloe, 07/08/2009
Minął już rok... Na pewno już zdążyłaś znaleźć sobie nowych przyjaciół. Nie zaprzątaj sobie mną głowy, czemu nie. Już nie jestem ci potrzebna. Chyba już czas, abym ja też o tobie zapomniała.
Od: Chloe, 21/09/2009
Twoje kolejne urodziny. Najlepszego. Pewnie spędzasz je z kimś sto razy lepszym niż ja.
Od: Chloe, 04/10/2010
Mamy nową dziewczynę w klasie. Nazywa się Megan Weaver i jest bardzo fajna. Mam nadzieję, że ona nie zrobi mi tego, co ty. Nie zapomni o mnie. 
Od: Chloe, 24/12/2010
Wesołych Świąt.
Od: Chloe, 31/12/2011
Więcej nie dam rady. Mam tego dość. Mam dość tego, że mnie ignorujesz. Pieprzę tę zasraną przyjaźń. Mam dość Ciebie, Max Caulfield. Nie chcę, abyś tu wracała. Nie chcę cię znać. Przykro mi, że w ogóle zaczynałam przyjaźń z kimś takim jak ty. Tylko zmarnowałam swój czas.
Nie będzie mi Ciebie brakować.

Zapowiedź

Znały się od dzieciństwa. Nawet nie pamiętały, od kiedy dokładnie. Czuły, że były sobie przeznaczone od zawsze. Nie mogły wytrzymać bez siebie jednego dnia. Cieszyły się każdą chwilą spędzoną razem. Uważały, że razem mogą podbić świat. W końcu kto spróbowałby oprzeć się dwóm nastolatkom z piracką bazą na szczycie klifu?
Nie sądziły, że o wszystkim może przesądzić jeden wypadek. Jedna śmierć. Zakończyła wszystko, co dziewczyny ukształtowały, bezlitośnie wpijając się w ich głowy i wysysając niczym pijawka wszystko, co je łączyło.
Każdy śmiech, każda łza, każdy przybity żółwik, każdy uścisk, każda kłótnia, każdy żart, każde słowo. Każda chwila.
Zalęgły się we wspomnieniach, uważając, że nigdy nie odejdą. Nigdy nie opuszczą, zawsze będą. 
A jednak teraz pozostała tylko mgła, która zanieczyściła ich wspomnienia. Gąbka, która zmazała wszystko z tablicy wspomnień.
Po latach Los sprawił, że spotykają się znowu. Czy mgła, która spowiła ich umysły, w końcu zniknie? Czy moc prawdziwej przyjaźni sprawi, że wspomnienia powrócą?