niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział I

9 października, 2013
Dzisiaj odbyły się pierwsze zajęcia z nowym nauczycielem, zastępcą pana Jeffersona. Chyba zapomniałam wczoraj napisać, że Jefferson nie żyje. Zabił go David Madsen. Właściwie, David okazał się fajnym facetem. Gdyby Chloe to usłyszała, pewnie wybuchnęłaby śmiechem i popukała w czoło. Ach, Chloe... Prowadzenie, a raczej marna próba prowadzenia normalnego życia po jej śmierci jest trudniejsza, niż myślałam.
Na chwilę przerwałam pisanie i spojrzałam na jedno z naszych zdjęć z dzieciństwa. Niedawno włożyłam je w białą, drewnianą ramkę i postawiłam na biurku zaraz obok laptopa. 
Max i Chloe - dwie trzynastoletnie piratki, które wkrótce przejmą Arcadia Bay. Arr, groźnie.
Zabawne, że gdybym podarła wtedy, na klifie, zdjęcie motyla, to w pewnym sensie nasze pirackie marzenie by się spełniło. 
Przypomniały mi się znów te wszystkie wspaniałe chwile, które przeżyłam z Chloe. Na szczęście cofanie czasu nie odbiera wspomnień... Ale tylko mnie. Przypomniała mi się jej wkurzona twarz w łazience i strach w jej oczach zaraz przed śmiercią z ręki Nathana. Jej podniesiony ton głosu. Cały czas słyszałam w głowie jej ostatnie słowa na klifie.
"Max Caulfield... Nie zapomnij o mnie...". Jakbym kiedyś mogła. Cały czas myślę o tym, czy podjęłam dobrą decyzję. Właściwie mogłam sama rzucić się z klifu. Wtedy wszyscy byliby szczęśliwi. O jedną psującą wszystko idiotkę mniej. 
Westchnęłam i znów pochyliłam się nad pamiętnikiem.
Jak już pisałam, dzisiaj poznałam zastępcę Jeffersona. Nie powiem, że jest przystojniejszy, bo nie chcę kłamać. Pan Thomas Miller, czterdziestolatek o krótkich czarnych włosach, z wąsem. Właściwie jest bardzo podobny do Davida, tylko że ma nieco inną fryzurę. Ale jest niestety, prawie tak samo sztywny jak on... Pod tym względem wolałam Jeffersona. Wyluzowany, potrafił ciekawie opowiadać... A jego wygląd był niezłym dodatkiem do tego. Natomiast pan Miller jest dość surowy. Na jego lekcji nie da się nawet normalnie oddychać, żeby nie łypnął na ciebie okiem. Wszystko musi być idealnie, to znaczy, tak jak on sobie wymarzy. Trzeba usiąść w wybranej przez niego pozycji, aby, jak on to mówi, "nie niszczyć jego idealnej wizji żywego portretu". Pewnie on uważa się za żywy aparat, robiący zdjęcia oczami. Nie przypadł mi do gustu. Teraz mój ulubiony przedmiot stał się najbardziej nudnym przedmiotem w historii.
Zamknęłam pamiętnik. Na dzisiaj dosyć pisania. Spojrzałam na godzinę w telefonie. 23:16. Chyba pora iść spać... Przeciągnęłam się na krześle, po czym wstałam i ubrałam piżamę. Rzuciłam jeansy i bluzę na kanapę; pewnie ubiorę je jutro, jak zwykle. Wtedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Podeszłam do telefonu i spojrzałam na wyświetlacz. Kate.
"Czego ona może chcieć o tej porze?" - pomyślałam, odblokowując telefon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz