Od razu go puściłam.
- Że co? - Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie zszokowani.
- No... Lubię cię. Nawet bardzo - powtórzył Nathan, uśmiechając się głupio.
On sobie ze mnie żartuje. W sumie, on nie jest najbrzydszy i w ogóle potrafi być miły, ale...
Ale co.
I to jest właśnie takie pytanie, na które nie znam odpowiedzi.
Ale co.
I to jest właśnie takie pytanie, na które nie znam odpowiedzi.
- Chodźmy coś zjeść - palnęłam.
Ech, Max.
Jesteś tępa jak stary ołówek.
Właśnie jakiś chłopak mówi ci, że cię bardzo lubi, a ty odpowiadasz "zjedzmy coś".
Aż mi siebie żal.
Jesteś tępa jak stary ołówek.
Właśnie jakiś chłopak mówi ci, że cię bardzo lubi, a ty odpowiadasz "zjedzmy coś".
Aż mi siebie żal.
- Um, tak, pewnie - rzucił, zaskoczony (a raczej rozczarowany) moją propozycją.
Po drodze rozmawialiśmy jeszcze trochę na swój temat.
Prescott okazał się ciekawszy, niż myślałam. Mieliśmy dużo podobnych zainteresowań i naprawdę miło się z nim rozmawiało. Szkoda, że nie był taki w tygodniu, w którym odkryłam swoją moc.
Prescott okazał się ciekawszy, niż myślałam. Mieliśmy dużo podobnych zainteresowań i naprawdę miło się z nim rozmawiało. Szkoda, że nie był taki w tygodniu, w którym odkryłam swoją moc.
Poszliśmy do "Dwóch Wielorybów". Pachniało tam tak jak zawsze... Przypomniały mi się czasy dzieciństwa. Jak dobrze, że spędziłam jego część właśnie tu.
Usiedliśmy przy tym stoliku, przy którym siedziałam, kiedy byłam tu ostatnio z Chloe.
Usiedliśmy przy tym stoliku, przy którym siedziałam, kiedy byłam tu ostatnio z Chloe.
- Hej, Max... Coś nie tak? - Nathan ujął moją dłoń.
- Nie... Przypomniało mi się coś. Nic ważnego - wyrwałam się spod jego uścisku.
- Kogo ja widzę... Czyżby to Max Caulfield przyszła powspominać stare czasy? - Biedna Joyce. Siliła się na uśmiech, ale widziałam, że tak naprawdę jest wrakiem człowieka. Straciła już dwie najważniejsze osoby w swoim życiu...
- Cześć, Joyce - wymusiłam uśmiech, żeby choć trochę podnieść ją na duchu.
- Nic się nie zmieniło, odkąd ostatnio tu byłam.
- To chyba dobrze, prawda? - westchnęła kobieta - Widzę, że przyprowadziłaś ze sobą... Tego fagasa - spojrzała na Nathana wilkiem.
- Przepraszam, pani Price - wstał chłopak - Nie wiem, co mną kierowało. Gdybym mógł cofnąć czas...
Dlaczego on musiał w to mieszać cofanie czasu? Sama zrobiłam już tyle, ile tylko mogłam. Łzy zapiekły mnie pod powiekami. Jak długo jeszcze będę przez to przechodzić?
- Idę do łazienki - mruknęłam i zostawiłam ich samych sobie.
Obmyłam sobie twarz zimną wodą i od razu poczułam się lepiej. Kiedyś opowiem wszystkim ważnym dla mnie osobom o mojej mocy.
Nawet nie wiem, czy jeszcze działa. Ale nie zamierzam próbować.
Nawet nie wiem, czy jeszcze działa. Ale nie zamierzam próbować.
Wróciłam do stolika. Joyce siedziała obok Nathana płacząc, a on próbował ją pocieszyć.
Ech, mogłam tu nie przychodzić. A zwłaszcza z nim.
Ech, mogłam tu nie przychodzić. A zwłaszcza z nim.
- Nathan... - dotknęłam ramienia chłopaka - Chciałabym porozmawiać z Joyce. Spotkamy się jutro, dobrze?
- No... Skoro ci zależy... Już sobie idę - powiedział smutno, wstając - Jeszcze raz przepraszam, pani Price. Lepiej będzie, jeśli już nie będę tu przychodził. - rzucił na odchodne.
Usiadłam naprzeciwko kobiety.
- Przepraszam, Joyce. Nie powinnam była...
- Wiem, skarbie. To nie twoja wina, że ktoś zabił moją Chloe...
- To musi być dla ciebie ciężki czas. Dla mnie też.
- Właśnie widzę, tak ci ciężko, że umówiłaś się z tym mordercą - mruknęła.
Zabolało.
- Przepraszam. Wiem, że tobie też jest trudno - westchnęła.
- Ale to prawda. Byłam okropną przyjaciółką dla Chloe. Nie dziwię się, że wolała Rachel. - powiedziałam smutno.
- Skąd wiesz o Rachel? - Spoglądnęła na mnie podejrzliwie i wtedy do mnie dotarło, że powiedziałam coś, o czym teoretycznie nie powinnam wiedzieć.
- Ja... Chloe... Nie-nieważne. - wydukałam, patrząc w blat stołu.
- Rozmawiałaś z Chloe?
Pewnie, że tak. Przeżyłam z nią jeden z najlepszych tygodni mojego życia. Ale jak mam jej o tym powiedzieć?
"Tak, rozmawiałam z nią przez cały ten tydzień, którego tak naprawdę nie było, sześć razy widziałam, jak umiera, po czym zabiłam ją tylko po to, żeby siedzieć tutaj naprzeciwko pani właśnie dziś"?
Nie zdziwiłabym się, gdyby nie uwierzyła. Sama odesłałabym kogoś do psychiatryka za taką odpowiedź.
- Można tak powiedzieć - mruknęłam.
- Właśnie, przecież byłaś na jej pogrzebie, więc musiałyście się widzieć.
- Zupełnie przypadkiem się spotkałyśmy. Gdyby nie to spotkanie, pewnie nadal bym się nie odezwała - skrytykowałam się.
- Kiedy się widziałyście? Chloe nic mi nie mówiła...
- Bo nie zdążyła.
Joyce zamrugała parę razy.
Westchnęłam.
Westchnęłam.
- Widziałam, jak Nathan ją zabił. Chciałam się wychylić, ale... Nic by to nie dało.
Prędzej czy później moja przyjaciółka zginęłaby. Gdybym miała jeszcze raz cofać czas, aby przechodzić przez to wszystko...
Nie wiem, czy dałabym radę.
Nie wiem, czy dałabym radę.
- Widziałaś jej śmierć? - zapytała cicho kobieta - I przyszłaś tu z NIM, widząc co zrobił?
- To nie tak, Joyce...
- Max, ty tego nie zrozumiesz. Nie zrozumiesz tego, co przeżyłam.
- Ależ ja ciebie rozumiem...
- Max - rzekła oschle. Spojrzałam na nią wyczekująco. Podniosła głowę i spojrzała w przestrzeń za oknem pustym wzrokiem.
- Miałaś kiedyś tak, że zawalił ci się świat? - Teraz spojrzała na mnie. Bardzo poważnie.
- Tak. - odparłam, czując suchość w gardle.
- A potem, kiedy już myślałaś, że możesz wieść spokojne życie, aż tu nagle twoja córka ginie i twój świat wali się znowu? - mówiła to coraz głośniej i głośniej, wykrzykując ostatnie słowa i uderzając pięścią w stół.
Nie umiałam na to odpowiedzieć. Przynajmniej nie teraz. Joyce tylko kiwnęła głową.
- W takim razie nie zrozumiesz.
Nie wiesz, co może czuć matka - kobieta wstała i stanęła obok stolika.
Nie wiesz, co może czuć matka - kobieta wstała i stanęła obok stolika.
- To zabrzmi niegrzecznie, ale wolałabym, żebyś już sobie poszła, Maxine.
Pokiwałam smętnie głową i wyszłam z restauracji.
Może to jednak był zły pomysł, żeby przychodzić tu z Nathanem.
Jest tyle innych restauracji w Arcadia Bay. Dlaczego wybrałam akurat "Dwa Wieloryby"?
Kopnęłam kamyk leżący na chodniku i zauważyłam Prescotta siedzącego na ławce. Podeszłam do niego, a on podniósł głowę i uśmiechnął się.
Może to jednak był zły pomysł, żeby przychodzić tu z Nathanem.
Jest tyle innych restauracji w Arcadia Bay. Dlaczego wybrałam akurat "Dwa Wieloryby"?
Kopnęłam kamyk leżący na chodniku i zauważyłam Prescotta siedzącego na ławce. Podeszłam do niego, a on podniósł głowę i uśmiechnął się.
- I jak? - zapytał, jakbym przed chwilą wyszła z gabinetu lekarskiego.
- Nijak - wzruszyłam ramionami - Nie dogadałam się z nią - opadłam na miejsce obok chłopaka.
- Na pewno nie jest tak źle - Nathan starał się mnie pocieszyć, ale na marne.
- Jest. Nawet gorzej - rzuciłam gorzko.
- Chcesz już iść do internatu?
Kiwnęłam głową.
- Ale nie chce mi się iść.
- To cię zaniosę - roześmiał się, wstał i mnie podniósł.
- Ej! - zapiszczałam. Chłopak przełożył mnie przez ramię tak, że widziałam oddalające się coraz bardziej "Dwa Wieloryby".
- Puść mnie! - krzyczałam, mimowolnie się śmiejąc. Nathan pozostał niewzruszony i dalej szedł z zawadiackim uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz