Spojrzałam na swoją prawą dłoń.
Czy aby na pewno tego właśnie chcę?
Podniosłam się do siadu i wzięłam głęboki wdech.
Jedno cofnięcie zmieni wszystko.
Delikatnie podniosłam prawą dłoń. Wtedy zobaczyłam, jak przez otwarte przeze mnie wcześniej okno do pokoju wlatuje niebieski motyl. Ten, któremu zrobiłam zdjęcie w łazience przed śmiercią Chloe. Mam dziwne wrażenie, że on jest jej symbolem. Uśmiechnęłam się, widząc jego lśniące skrzydełka. Może to był znak. To mógł być znak od Chloe!
Czy aby na pewno tego właśnie chcę?
Podniosłam się do siadu i wzięłam głęboki wdech.
Jedno cofnięcie zmieni wszystko.
Delikatnie podniosłam prawą dłoń. Wtedy zobaczyłam, jak przez otwarte przeze mnie wcześniej okno do pokoju wlatuje niebieski motyl. Ten, któremu zrobiłam zdjęcie w łazience przed śmiercią Chloe. Mam dziwne wrażenie, że on jest jej symbolem. Uśmiechnęłam się, widząc jego lśniące skrzydełka. Może to był znak. To mógł być znak od Chloe!
- Już niedługo znowu się zobaczymy... - powiedziałam ciepło w jego stronę - Chloe. - dodałam ciszej.
Motyl zatrzepotał skrzydełkami. W ten sposób wyraził aprobatę... Chyba.
Przeniosłam wzrok znów na moją dłoń i skupiłam się na niej.
Wyciągnęłam ją przed siebie.
Westchnęłam. Z całych sił skupiłam się na dłoni, mrużąc oczy. Ale... Nic się nie działo. Nic nie poczułam. W moim pokoju było dalej tak samo, motyl nadal stał na parapecie... Obejrzałam dłoń parę razy z wszystkich stron, tak jakbym szukała przyczyny braku działania mocy. Pokręciłam głową. Może za krótko cofałam czas. Potrzebowałam jakiegoś dowodu. Rozejrzałam się po pokoju. Mogłam poświęcić jakąś szklankę. Podeszłam do biurka, na którym stała - no, proszę - pusta szklanka. Zrzuciłam ją na ziemię jednym porządnym ruchem. Rozbiła się z głośnym trzaskiem. Ugh, znów będę musiała sprzątać, a to wszystko w imię nauki. Powoli staję się Warrenem...
Ale Newton robił gorsze rzeczy. Tylko, że jego prawa się sprawdzają, a moja moc niekoniecznie. Jeśli jednak wszystko pójdzie po mojej myśli, to szklanka powinna znaleźć się z powrotem na biurku. Oby, bo nie wiem, kiedy ostatnio miałam w dłoni miotłę.
Ponownie wyciągnęłam dłoń przed siebie i skupiłam się na niej. Jednak nic się nie stało.
Wyciągnęłam ją przed siebie.
Westchnęłam. Z całych sił skupiłam się na dłoni, mrużąc oczy. Ale... Nic się nie działo. Nic nie poczułam. W moim pokoju było dalej tak samo, motyl nadal stał na parapecie... Obejrzałam dłoń parę razy z wszystkich stron, tak jakbym szukała przyczyny braku działania mocy. Pokręciłam głową. Może za krótko cofałam czas. Potrzebowałam jakiegoś dowodu. Rozejrzałam się po pokoju. Mogłam poświęcić jakąś szklankę. Podeszłam do biurka, na którym stała - no, proszę - pusta szklanka. Zrzuciłam ją na ziemię jednym porządnym ruchem. Rozbiła się z głośnym trzaskiem. Ugh, znów będę musiała sprzątać, a to wszystko w imię nauki. Powoli staję się Warrenem...
Ale Newton robił gorsze rzeczy. Tylko, że jego prawa się sprawdzają, a moja moc niekoniecznie. Jeśli jednak wszystko pójdzie po mojej myśli, to szklanka powinna znaleźć się z powrotem na biurku. Oby, bo nie wiem, kiedy ostatnio miałam w dłoni miotłę.
Ponownie wyciągnęłam dłoń przed siebie i skupiłam się na niej. Jednak nic się nie stało.
- Niemożliwe... - pokręciłam głową - Dlaczego nie działasz? - krzyknęłam.
Tak, krzyczenie na własną rękę jest normalne. Chociaż, ostatni tydzień pokazał mi, że nic nie jest normalne.
Spróbowałam jeszcze kilka razy, ale niewiele to dało. Nic się nie stało. Szklanka dalej leżała na podłodze w kawałkach.
- Czyżbym straciła moc? - powiedziałam do siebie szeptem.
Usiadłam znowu na łóżku, podkulając kolana i kładąc między nimi głowę.
Cofanie czasu poszło równie szybko, jak sobie przyszło. Z jednej strony, może to i dobrze, ale z drugiej...
Usiadłam znowu na łóżku, podkulając kolana i kładąc między nimi głowę.
Cofanie czasu poszło równie szybko, jak sobie przyszło. Z jednej strony, może to i dobrze, ale z drugiej...
W tym momencie na jednym z palców mojej prawej ręki usiadł ten sam niebieski motyl. Mimowolnie spojrzałam na niego. Zatrzepotał skrzydełkami. Naprawdę, wyglądał majestatycznie. Gdyby nie siedział na mojej dłoni, zrobiłabym mu zdjęcie. Przez chwilę po prostu wpatrywałam się w niego. Czy on mógł być znakiem mojej przyjaciółki?
Pojawił się w łazience, przed jej śmiercią. A później na jej trumnie. To nie mógł być przypadek. Zastanawiałam się nad tym, dopóki motyl nie odleciał. Spojrzałam za okno, było już bardzo ciemno. Nieważne, musiałam to opisać.
Usiadłam przy biurku i otworzyłam swój dziennik.
Pojawił się w łazience, przed jej śmiercią. A później na jej trumnie. To nie mógł być przypadek. Zastanawiałam się nad tym, dopóki motyl nie odleciał. Spojrzałam za okno, było już bardzo ciemno. Nieważne, musiałam to opisać.
Usiadłam przy biurku i otworzyłam swój dziennik.
11 października, 2013
Dziś jest ten dzień. Dzień, w którym wybrałam śmierć Chloe.
Czy to nie dziwne, że akurat dzisiaj zadzwonił do mnie Nathan? Nie chcę tworzyć teorii spiskowych, ale czy to może mieć jakiś związek? To jedno z tych pytań, na które nigdy nie znajdę odpowiedzi.
A skoro już mowa o Nathanie - nie poznaję go. Mówią, że ludzie się nie zmieniają... Zatem Prescott musi być wyjątkiem. Kompletnie się zmienił. Stał się miły, grzeczny... I chciał rozmawiać ze mną. Nie podoba mi się to. Może pan Miller już zdążył go odurzyć (teoria spiskowa nr 2!)...Ech, chyba już nigdy nie nabiorę zaufania do nauczycieli.
W każdym razie, będę mieć Millera na oku. Zwłaszcza, że moja moc... Nie działa. W sumie, po pogrzebie Chloe nawet nie starałam się jej używać. Dlatego nie wiem, kiedy się skończyła. Może w ogóle jej nie było. Z jednej strony to dobrze, że nie mogę bawić się już tak niebezpieczną bronią, jaką jest czas (wcześniej nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy...). A z drugiej strony, muszę żyć bez Chloe... Narażona na przesadnie martwiącego się Warrena, dziwnie miłego Nathana i biedną Kate. Chociaż, jej nie powinnam obwiniać. Ona nie wyrządziła nikomu krzywdy. Chyba najlepiej będzie, jeśli przestanę martwić się o siebie i zacznę patrzeć na potrzeby innych. Na przykład, właśnie Kate. Powinnam chronić ją teraz przed wszystkimi.
Ale najbardziej tajemniczą rzeczą, a raczej stworzeniem, które dziś widziałam, jest motyl. Niebieski motyl, który moim zdaniem symbolizuje Chloe (teoria spiskowa nr 3...). Czy to możliwe?
W każdym razie, jest to najbardziej prawdopodobna teoria z wszystkich, które tu wymieniłam. Przynajmniej tak myślę... O ile można jeszcze racjonalnie myśleć o tej porze.
Czy to nie dziwne, że akurat dzisiaj zadzwonił do mnie Nathan? Nie chcę tworzyć teorii spiskowych, ale czy to może mieć jakiś związek? To jedno z tych pytań, na które nigdy nie znajdę odpowiedzi.
A skoro już mowa o Nathanie - nie poznaję go. Mówią, że ludzie się nie zmieniają... Zatem Prescott musi być wyjątkiem. Kompletnie się zmienił. Stał się miły, grzeczny... I chciał rozmawiać ze mną. Nie podoba mi się to. Może pan Miller już zdążył go odurzyć (teoria spiskowa nr 2!)...Ech, chyba już nigdy nie nabiorę zaufania do nauczycieli.
W każdym razie, będę mieć Millera na oku. Zwłaszcza, że moja moc... Nie działa. W sumie, po pogrzebie Chloe nawet nie starałam się jej używać. Dlatego nie wiem, kiedy się skończyła. Może w ogóle jej nie było. Z jednej strony to dobrze, że nie mogę bawić się już tak niebezpieczną bronią, jaką jest czas (wcześniej nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy...). A z drugiej strony, muszę żyć bez Chloe... Narażona na przesadnie martwiącego się Warrena, dziwnie miłego Nathana i biedną Kate. Chociaż, jej nie powinnam obwiniać. Ona nie wyrządziła nikomu krzywdy. Chyba najlepiej będzie, jeśli przestanę martwić się o siebie i zacznę patrzeć na potrzeby innych. Na przykład, właśnie Kate. Powinnam chronić ją teraz przed wszystkimi.
Ale najbardziej tajemniczą rzeczą, a raczej stworzeniem, które dziś widziałam, jest motyl. Niebieski motyl, który moim zdaniem symbolizuje Chloe (teoria spiskowa nr 3...). Czy to możliwe?
W każdym razie, jest to najbardziej prawdopodobna teoria z wszystkich, które tu wymieniłam. Przynajmniej tak myślę... O ile można jeszcze racjonalnie myśleć o tej porze.
Zamknęłam pamiętnik i spojrzałam na godzinę w telefonie. 23:18. Ostatnio siedziałam przy biurku tak długo, ucząc się zagadnień z dziedziny fizyki... Wtedy zrobiłyśmy z Chloe "napad" na Akademię Blackwell. Nie mogę uwierzyć, że to było tak niedawno... Jednak teraz niestety nie oczekuję na SMS od przyjaciółki, więc powinnam iść spać. Zwłaszcza, że powinnam wstać wcześniej i odwiedzić Kate.
Mam nadzieję, że nie będzie tak źle, jak było... Zanim to wszystko cofnęłam.
Mam nadzieję, że nie będzie tak źle, jak było... Zanim to wszystko cofnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz