Cały czas szamotałam się jak mały pisklaczek, próbując się wydostać. Ale Nathan trzymał mnie mocno i się śmiał. Ludzie przechodzący obok patrzyli na nas jak na psychicznie chorych.
Westchnęłam zrezygnowana i przestałam się wierzgać.
Westchnęłam zrezygnowana i przestałam się wierzgać.
- Ej, jesteśmy już na dziedzińcu, postaw mnie - zaczerwieniłam się, widząc wpatrzonych w nas uczniów akademii.
- Ale to jeszcze nie twój pokój - powiedział spokojnie Nathan.
- Co jej jest?
- Zemdlała?
- Czy to jest Prescott?
- Co on tu robi?
- Czemu on ją niesie?
- Caulfield i Prescott? Nieźle...
- Co, Max, nóg nie masz?
- Ona go wykorzystuje, za kogo ona się uważa...
- Zemdlała?
- Czy to jest Prescott?
- Co on tu robi?
- Czemu on ją niesie?
- Caulfield i Prescott? Nieźle...
- Co, Max, nóg nie masz?
- Ona go wykorzystuje, za kogo ona się uważa...
Z każdej strony słyszałam te okropne szmery. Każdy mówił coś innego, niektórzy szeptem, inni nie bali się wypowiedzieć głośno swojego zdania. Zbierało mi się na płacz. Jedna mała plotka, a zaraz się rozniesie. Nie zależy mi na rozgłosie, zwłaszcza że ja i Nathan nie jesteśmy parą!
W końcu ten idiota mnie puścił, już przed samymi drzwiami damskiego akademika.
- Czy tobie kowadło na mózg spadło? Mówiłam, żebyś mnie puścił! - krzyknęłam z wściekłością.
- Przecież cię puściłem - wzruszył ramionami.
- Jesteś irytujący - przewróciłam oczami.
- Wiem, i dobrze mi z tym - uśmiechnął się zawadiacko.
- Jeszcze chwila, a zetrę ci ten uśmieszek z twarzy - warknęłam.
- Czemu jesteś zła? Sama mówiłaś, że nie chce ci się iść, no to cię zaniosłem... - Chłopak skrzyżował ramiona.
- Nie mówiłam poważnie... - złapałam się za czoło - To była przenośnia.
- No już, nie gniewaj się - Nathan podszedł do mnie, a ja odwróciłam wzrok na ścianę i nie zwracałam uwagi na to, co on mówi. Zauważyłam, że przydałoby się odnowić ściany. Chyba powiem Samuelowi, żeby kupił farbę i się za to zabrał. Kto wie, może Victoria znowu się napatoczy na korytarzu i zupełnie przypadkiem ktoś obleje ją farbą? Tak tylko mówię...
- Chciałem tylko być miły - skończył, a ja westchnęłam.
- No dobra, w sumie to nic wielkiego. Mam zły dzień, który byłby lepszy, gdybyś nie zabił Chloe - mruknęłam ironicznie.
- Max, ile mam cię przepraszać? - westchnął Prescott - Mówiłem ci, że jestem chory. To był impuls. Uwierz mi, dałbym wszystko, żeby teraz cofnąć czas...
- Przestań! - krzyknęłam i odepchnęłam go. Kto wymyślił tą idiotyczną metaforę? I czemu, jak na złość, wszyscy cały czas ją powtarzają?
- Max, o co chodzi? - zapytał zaskoczony moją reakcją chłopak.
- O... wszystko. Nieważne, i tak nie zrozumiesz - zaśmiałam się smutno, kręcąc głową.
- Ale jak to "wszystko"? Czy ja coś źle powiedziałem? - zdezorientował się.
"Nawet nie wiesz, jak źle" - pomyślałam.
- Kiedyś ci powiem - powiedziałam i nacisnęłam klamkę swoich drzwi.
- Pójdę już - rzuciłam smutno i weszłam do pokoju.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał szybko, a ja zamknęłam drzwi, aby uniknąć odpowiedzi.
Usiadłam na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. Czy powinnam była tak go potraktować? W końcu był taki miły dla mnie...
Ale to nie zmienia faktu, że zabił Chloe. Nie obchodzi mnie, że to był impuls. Tak się nie robi!
I jeszcze ta wzmianka o cofaniu czasu... Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby przeżyć to wszystko od nowa i zniszczyć miasto. Im częściej o tym myślę, tym bardziej chcę to zrobić. Tak niewiele zostało, abym się przełamała. Moje życie wygląda jak kubek pełen wody, któremu wystarczy jedna kropla więcej, aby się przelał. I na tym mniej więcej polega ta decyzja. Jeszcze jedna taka sytuacja, a cofnę wszystko. Obiecuję to sobie.
I jeszcze ta wzmianka o cofaniu czasu... Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby przeżyć to wszystko od nowa i zniszczyć miasto. Im częściej o tym myślę, tym bardziej chcę to zrobić. Tak niewiele zostało, abym się przełamała. Moje życie wygląda jak kubek pełen wody, któremu wystarczy jedna kropla więcej, aby się przelał. I na tym mniej więcej polega ta decyzja. Jeszcze jedna taka sytuacja, a cofnę wszystko. Obiecuję to sobie.
Telefon w mojej kieszeni zawibrował. Ktoś przysłał wiadomość. Gdy spojrzałam na wyświetlacz, okazało się, że mam więcej wiadomości niż jedną. Musiałam nie usłyszeć wibracji.
Od: Nieznany numer
Max, tu Nathan. Przepraszam. Wybacz mi.
Max, tu Nathan. Przepraszam. Wybacz mi.
Postanowiłam nie odpisywać. Wiem, że zachowuję się jak totalna suka, ale... Zasłużył sobie.
To jeszcze nie pora, aby mu wybaczyć. Kolejny SMS był od Kate.
To jeszcze nie pora, aby mu wybaczyć. Kolejny SMS był od Kate.
Od: Kate
Hej, Max, jak tam? Za niedługo znów idę z Alice do weterynarza. Ona w ogóle nie chce jeść tabletek. Boję się o nią :(
Hej, Max, jak tam? Za niedługo znów idę z Alice do weterynarza. Ona w ogóle nie chce jeść tabletek. Boję się o nią :(
Do: Kate
Cześć, Kate! Jakoś daję sobie radę :) Nie martw się, Alice na pewno wyzdrowieje.
Cześć, Kate! Jakoś daję sobie radę :) Nie martw się, Alice na pewno wyzdrowieje.
Od: Kate
Oby! Pójdziesz ze mną do weterynarza?
Oby! Pójdziesz ze mną do weterynarza?
Nie wiem, czy chciałam tam iść. W końcu weterynarzem jest matka Nathana...
Do: Kate
Jasne, nie ma sprawy.
Jasne, nie ma sprawy.
...ale nie mogę opuścić Kate. Czuję, że ona zajmie miejsce Chloe, niczym Rachel, która zajęła moje. Ale tym razem, rozłąka nie będzie trwała pięć lat, tylko wieczność... Coś podkusiło mnie, aby przejrzeć nasze stare SMS-y z Che. Łza zakręciła mi się w oku.
Max, przestań o tym myśleć. Zostały jeszcze wiadomości od Warrena.
Od: Warren
Hej, SuperMax! Słyszałem, że jesteś z Prescottem... Nieźle.
Hej, SuperMax! Słyszałem, że jesteś z Prescottem... Nieźle.
Jęknęłam z wściekłością. Nawet on w to uwierzył?
Do: Warren
Nie masz innych rzeczy do roboty, niż wkurzanie mnie?
Nie masz innych rzeczy do roboty, niż wkurzanie mnie?
Od: Warren
A więc to prawda?
A więc to prawda?
Do: Warren
...
...
Od: Warren
No co?
No co?
Od: Warren
Max, jesteś tam?
Max, jesteś tam?
Od: Warren
Halo?
Halo?
Mam to gdzieś. Mam dość życia na dziś. Jutro opiszę to wszystko w swoim dzienniku, dzisiaj nie mam już siły, ani ochoty. Aby się jako tako odstresować, wzięłam w dłonie moją gitarę i zaczęłam grać. Przyjemna muzyka dopływała do moich uszu. Zaczęłam czuć się lepiej i nawet uśmiechnęłam się słabo.
Wtedy ktoś bez pukania wszedł do pokoju.
- Max! Żyjesz!
Taa. Ten uradowany głos należał do nikogo innego, jak do Warrena.
- Czemu miałabym nie żyć? - zapytałam powoli, odkładając gitarę.
- No, bo ten... - chłopak podrapał się po karku - Nie odpisywałaś.
- Czy to od razu oznacza, że nie żyję? - wstałam z kanapy - Wybacz, Warren.
- Ale na pewno wszystko w porządku? - chciał się upewnić.
- Tak. Miło mi, że przyszedłeś. Dzięki, że się martwisz - uśmiechnęłam się do niego smutno.
- Zawsze możesz na mnie liczyć - odwzajemnił uśmiech - Skoro wszystko w porządku, to będę już leciał. Cześć, Max...
- Cześć, Warren.
Kiedy za chłopakiem zamknęły się drzwi, podeszłam do łóżka i położyłam się na nim. Wpatrywałam się pusto w sufit, a przez moją głowę przelatywały miliony myśli. Myślałam o Chloe, Joyce, Kate, Warrenie, Nathanie, Jeffersonie... Naciągnęłam poduszkę na głowę i jęknęłam cicho. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Może to już jest ta chwila, w której powinnam cofnąć czas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz