niedziela, 5 lutego 2017

3 | Toast z taniego piwa

Chloe's POV
- Chloe! - usłyszałam za sobą krzyk. Nie odwróciłam głowy. Twardo wpatrywałam się w ziemię. 
- Chloe... - ktoś do mnie podbiegł i mocno przytulił. Nie zwróciłam na to uwagi, jednak poczułam się trochę nieswojo. To nie był uścisk, który znam. Był przyjemny, ale taki... obcy. Dziwne uczucie. W końcu ta osoba mnie puściła, ale nadal trzymała dłoń na moim ramieniu.
- Znalazłam cię - odwróciłam głowę i zobaczyłam... uśmiechniętą Rachel.
- Rachel? - zdziwiłam się.
- Jak widać - roześmiała się.
- Dlaczego za mną biegłaś? - zapytałam.
- Miałam cię zostawić? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Mogłaś. Przywykłam do tego, że wszyscy mają mnie gdzieś. - mruknęłam.
- Chloe... - Rachel pokręciła głową - Nie znamy się długo, więc nie wiem o tobie zbyt wiele, ale na pewno masz kogoś, dla kogo dużo znaczysz. Na przykład Megan. Zorganizowała dla ciebie to przyjęcie, prawda? 
Wzruszyłam ramionami.
- Nawet za mną nie biegła. Pewnie świetnie się bawi - powiedziałam chłodno.
- Nieprawda! - zaprzeczyła - Biegła razem ze mną i... - zawiesiła głos, nie wiedząc, co powiedzieć.
- I dlatego jej tu nie ma? - zapytałam ironicznie i prychnęłam - Daruj sobie.
- Przykro mi... 
- Wiem. Ale nie przejmuj się tym. Powiedziałam już, że to normalne dla mnie.
- Chcesz iść do domu? - zaproponowała.
- Chętnie. Mam dość dzisiejszego dnia.
***
Później jeszcze przyjaźniłam się z Megan, jednak to się zatarło. O dziwo, nie miałam o to żalu. Megan i ja znalazłyśmy sobie nowych znajomych i można powiedzieć, że "rozstałyśmy się" w zgodzie. Ona miała swoje życie, swoich przyjaciół, a ja miałam swoje... I Rachel.
Rachel Amber była jak promień słońca w deszczowy dzień. Uśmiechnięta, pozytywna, niezmienna optymistka, potrafiła zmotywować każdego, a nawet u największego ponuraka umiała wywołać uśmiech. Zarażała optymizmem. Pomogła mi wyjść do ludzi. Dzięki niej stałam się bardziej otwarta. Przez jakiś czas nawet byłam w związku z Justinem Williamsem, którego poznałam właśnie dzięki Rachel. Jednak nie układało się nam. Zerwałam z nim dość szybko. Jeszcze nie umiałam poznać tego smaku miłości. Cudownego uczucia, jak to mówią. Najgorsze jest to, że ja mogę tego nigdy nie poczuć. Pozostaje tylko pytanie, czy ja chcę to poczuć.
Dzięki Rachel poczułam jednak coś lepszego - prawdziwą przyjaźń. Ponownie. Nie sądziłam, że to będzie możliwe. Ale z nią wszystko jest możliwe. Od niej bije optymizmem i pozytywną energią. Uwielbiałam to w niej. Zawsze potrafiła mnie pocieszyć. Codziennie siedziałyśmy na wysypisku. To było "nasze" miejsce. Nawet mnóstwo wraków samochodów nie robiło na mnie wrażenia, kiedy Rachel była obok. To niesamowite, że pojawiła się na mojej drodze. Znając moje szczęście, myślałam, że nic dobrego mnie już nie spotka. A jednak ona to zmieniła. Wepchała się z butami w moje życie. I muszę przyznać, że absolutnie nie miałam nic przeciwko. Ba, podobało mi się to.
11/03/2013, wysypisko
Jak zwykle siedziałyśmy w naszej kryjówce na wysypisku. Wokół nas leżały butelki po piwie. Śmiałyśmy się, robiłyśmy sobie zdjęcia. Piłyśmy piwo z ostatnich dwóch butelek, które nam zostały.
- Wyobrażasz sobie, że dzisiaj mija rocznica naszej przyjaźni? - zapytałam, siedząc na ziemi i opierając się na dłoniach. 
Rachel kiwnęła głową, zastanawiając się nad czymś. Po chwili jakaś żaróweczka zapaliła się w jej głowie, bo klasnęła w dłonie, podniosła się i zaczęła grzebać w jakiejś półce. Wpatrywałam się w nią pytająco, niewiele rozumiejąc z tego, co ona wyczynia, ale siedziałam cicho i czekałam cierpliwie. Zupełnie jak nie ja... 
- Są! - ucieszyła się, odwróciła w moją stronę i uśmiechnęła szelmowsko. Schowała dłonie za plecami.
- Rachel? Wszystko okej? - zapytałam z uniesioną brwią.
- No pewnie, że tak - roześmiała się, usiadła po turecku przede mną i wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Zrobiłam to z okazji rocznicy naszej przyjaźni!
Na jej dłoniach znajdowały się dwie bransoletki. Jedna z literką R, a druga - z literką C. 
- Bransoletki przyjaźni... - szepnęłam i wzięłam jedną, z literką C, w dłoń. 
- Podoba ci się? - zapytała z uśmiechem.
- Pewnie - kiwnęłam energicznie głową i na potwierdzenie swoich słów, włożyłam bransoletkę na rękę. Rachel zrobiła to samo ze swoją bransoletką.
- Trochę mi głupio, bo ja nic nie przygotowałam... - zwiesiłam głowę.
- Coś ty, Chloe. W końcu dziś są też twoje urodziny. Potraktuj to jako prezent! - powiedziała pewnie, łapiąc mnie za ramię. Przytuliłam się do niej.
- To najlepszy prezent, jaki mogłam dostać. Nawet z Max nie zrobiłam sobie nigdy bransoletek przyjaźni... - pokręciłam głową - W takim razie musimy wznieść toast. Za naszą przyjaźń!
- I za ciebie - Rach mrugnęła jednym okiem i przybiłyśmy sobie butelki piwa, po czym pociągnęłyśmy długi łyk. Przy niej nawet tanie piwo niewiadomej jakości smakowało bosko.
23/04/2013, pokój Chloe
- Chloe, dzisiaj jest nasza impreza życia. - uśmiechnęła się Rachel - Od twoich urodzin na żadnej nie byłyśmy! Trzeba to zmienić. Klub Vortex niecodziennie organizuje takie akcje. Musimy tam dzisiaj iść! - przekonywała mnie, uwieszając się na moim ramieniu.
- Jedna impreza na dwa lata zupełnie wystarczy.
- Nie żartuj, Che. Wstawaj, idziemy! - zarządziła i uderzyła mnie lekko w plecy. Pokręciłam głową. 
- Mam dziwne przeczucie - rzuciłam, ale Rachel to zignorowała, bo nie odpowiedziała. Stała tylko i patrzyła się na mnie z dłońmi opartymi na biodrach. Westchnęłam i wstałam z łóżka.
- Jest jedna cecha, która łączy ciebie i Megan - powiedziałam, a Rach spojrzała na mnie pytająco - Imprezowanie. 
- I co w tym złego? Poznawanie nowych ludzi, taniec, zabawa... Kto tego nie lubi? - wzruszyła ramionami.
- Ja - mruknęłam.
- To tylko dlatego, że nie potrafisz się do końca otworzyć. Dzisiaj jest kolejna okazja, aby pomóc ci to zwalczyć.
- Wybacz, ale nie jestem tobą, żeby myśleć, że nie ma złych ludzi na świecie - podniosłam głos na Rachel. Chyba pierwszy raz w ciągu całej naszej przyjaźni. - Wiem, że ludzie potrafią być cholernie okrutni. - dodałam ciszej.
- Mówisz tak, bo Max... - zaczęła, ale nie dałam jej skończyć. Może to przez to, że strasznie tęskniłam za Max. Już od kilku pieprzonych lat nie potrafię o niej zapomnieć.
- Nie, to dlatego, że mnie nie ruszają imprezy. Nie lubię tego, okej? - krzyknęłam - Przekonałaś mnie raz, dwa razy, a nawet trzy. Nie jestem typem imprezowiczki, zrozum!
- To dlaczego nie powiedziałaś tego od razu? Nie musiałaś iść trzy razy na imprezy, jeśli tego nie lubisz. - powiedziała spokojnie Rachel.
- Bo ty to lubisz. - westchnęłam - Nie chciałam... Nie chciałam cię stracić. Tak jak straciłam Max, Megan, tatę. Nie chciałam znowu tego przechodzić, dlatego próbowałam być blisko ciebie.
Rachel spojrzała na mnie łagodnie i przytuliła mocno. 
- Nigdy, ale to nigdy cię nie opuszczę. Zawsze będziemy się przyjaźnić. Jak wyjedziemy do Los Angeles, to tylko razem - uśmiechnęła się.
- A jeśli nie chcesz iść na imprezę, to rozumiem. Pójdę sama, ale będę się wyjątkowo źle bawić, bo nie będzie tam ciebie - roześmiała się i wyszła z pokoju.
Zostałam sama, znów bijąc się z myślami. Miałam to okropne, złe przeczucie. Czułam, że wydarzy się coś dziwnego, jednak olałam to. Nic złego nie może się stać, skoro cały czas będę siedzieć w swoim pokoju, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz