Kate's POV
Wpatrywałam się przerażonym wzrokiem w ekran mojego laptopa. Poczułam, jak nieprzyjemny gorący pot oblewa moje ciało. Czułam się, jakby ktoś przywiercił mnie do krzesła, na którym siedziałam. Nie umiałam się poruszyć, więc po prostu siedziałam jak sparaliżowana, z szeroko otwartymi ustami, wpatrując się w film. Pewnie z perspektywy drugiej osoby wyglądałoby to co najmniej komicznie.
Oczy zaszły mi łzami, postacie z filmiku rozmazały się i widziałam tylko ruszające się kolorowe plamy. W gardle rosła mi wielka gula. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. Nie, nie płakać. Żałośnie ryczeć i szlochać. Opanowały mnie spazmy. W końcu drżącą dłonią zatrzasnęłam laptopa. Dźwięki dobiegające jeszcze przed chwilą z komputera zostały zastąpione przez mój płacz. W tym stanie wręcz słyszałam szyderczy śmiech Victorii zza ściany.
Założę się, że nie byłam pierwszą, której wysłała ten okropny link. Dlaczego mi to zrobiła? Dlaczego było w niej tyle nienawiści do mnie?
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Świetnie. Może to Victoria mnie usłyszała i przyszła zrobić mi - kupce rozpaczy i nieszczęścia - zdjęcie. Albo pośmiać się. Albo jedno i drugie.
- Kate? Jesteś tam? - usłyszałam Max. Miała zaniepokojony głos. Może słyszała, jak płaczę. Albo dostała link do filmu, tak jak cały akademik. Już widziałam, jak obrzucają mnie papierkami i wyszydzają. A co jeśli ona też przyszła tylko po to, aby mnie wyśmiać? Nie, to nie w jej stylu.
- Jestem. Możesz wejść. - powiedziałam cicho i pociągnęłam nosem.
Max od razu po wejściu do pomieszczenia mocno mnie przytuliła. Trochę mnie to zaskoczyło, ale w pozytywnym sensie. O ile cokolwiek w moim życiu może jeszcze być pozytywne. Dziewczyna klęknęła przede mną i popatrzyła na mnie ciepło.
- Dostałam link. - Tyle wystarczyło, aby znów wywołać u mnie atak płaczu. Wiedziałam, że ta blond jędza wysłała to każdemu.
- Proszę cię, nie płacz. Przepraszam. - Max znowu mnie przytuliła. To było takie miłe z jej strony. Jako jedyna przyszła mnie pocieszyć.
- Nie masz za co. - powiedziałam smutno. - Przecież to nie twoja wina, że istnieją takie... - urwałam - Takie nienawistne osoby jak Victoria Chase.
- Wiem, Kate. - westchnęła Max. - Mogłam cię wcześniej na to przygotować. - rzuciła cicho, raczej do siebie, jednak ja też to słyszałam.
- Mogłaś mnie wcześniej przygotować? O czym ty mówisz? Wiedziałaś o tym? - krzyknęłam. Nie wierzyłam własnym uszom.
- Przecież ci mówiłam. - zirytowała się dziewczyna, ale widząc moją smutną minę uspokoiła ton. - Pamiętasz? Mówiłam ci o cofaniu czasu i tak dalej...
Coś zaczynało mi świtać. Tak, rozmawiałyśmy, kiedy Max miała koszmar. Już wtedy chciałam powiedzieć jej o problemach z Alice, ale kiedy podzieliła się ze mną swoją magiczną tajemnicą, zrozumiałam, że mój kłopot z królikiem był, w porównaniu do jej sprawy, co najwyżej błahostką.
- Wspominałaś coś... O tym, że chciałam popełnić samobójstwo. Ale myślałam, że chodzi ci o Jeffersona.
- Wiedziałaś, że robił ci zdjęcia? Kiedy z tobą rozmawiałam... Ech, nieważne... Mówiłaś, że nie pamiętasz.
- Pamiętam, ale... Nie chciałam, żeby ktokolwiek o tym wiedział, nawet ty. - westchnęłam - Jeśli w ogóle z tobą o tym rozmawiałam, bo tego już sobie naprawdę nie przypominam.
- Nieważne, zapomnij. - mruknęła - Ale wracając... Przykro mi, że musiałaś to widzieć. - położyła mi dłoń na ramieniu.
- Mogłam się tego spodziewać. Nie powinnam była tam iść.
- Kate, nie mów tak! - uniosła się Max. Nie spodziewałam się tego i popatrzyłam na nią ze zdumieniem. - Miałaś prawo tam iść i się bawić. To Victoria popełniła przestępstwo, wrzucając do sieci film z twoim udziałem bez twojej zgody. To naruszenie prywatności! - mówiła wściekle. Słodko wygląda, kiedy jest taka poważna i zła... Czy ja naprawdę tak pomyślałam?
- Możemy iść z tym na policję? - zapytałam z nadzieją.
- Pewnie, że tak. - uśmiechnęła się. Kiedy się uśmiecha, też wygląda słodko. Co się ze mną dzieje?
- I... Jeszcze jedno. - Max popatrzyła na mnie uważnie.
- Tak?
- Obiecaj mi - wzięła moje dłonie w swoje - że nigdy, ale to nigdy nie pomyślisz nawet o samookaleczaniu się. Albo, co gorsza, o samobójstwie.
Uciekłam wzrokiem w drugą stronę. Tego chciałam właśnie teraz. Skończyć ze sobą.
- Nie wiem, czy mogę ci to obiecać. - odparłam smutno.
- Och, Kate. Masz tyle życia przed sobą. Chcesz je zakończyć przez jeden głupi film?
Max's POV
Czułam się zupełnie tak, jak wtedy na dachu. Przynajmniej teraz miałam pewność, że przez moje gadanie nic sobie nie zrobi. No, może do momentu, aż nie wyjdę z pokoju.
- Max, to jest Internet. Tam nic nie ginie. Zawsze będzie ktoś, kto o tym wspomni. Nie chcę przez to przechodzić.
- Musisz być silna. Masz... Masz siostry, które za tobą tęsknią. Wyobrażasz sobie, jak byłoby im bez ciebie smutno?
Kate przez chwilę patrzyła na mnie ze smutkiem, po czym po prostu się rozpłakała. To było okropne patrzeć tak na nią. Gdybym nie przysiągła sobie, że nigdy więcej nie cofnę czasu, to teraz poszłabym do Victorii z patelnią i zaczęła ciskać nią po jej pustej głowie, cofnęła czas i znowu to zrobiła. Jakiś tysiąc razy.
- Masz rację, Max. Dziękuję. - Dziewczyna płakała mi w ramię a ja klepałam ją delikatnie po plecach.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się.
W tym momencie do pokoju wparowała panna Chase. Bez pukania.
- O, widzę, że oglądałaś już hit z twoim udziałem? - zaśmiała się złośliwie. Chciało mi się od tego rzygać.
- Wyjdź. - powiedziałam spokojnie. Ale tylko dlatego, że tutaj nie było żadnej patelni.
- No proszę, wspaniała Max przyszła na ratunek biednej Kate. Przykro mi, ale już za późno. Z Internetu nic nie zniknie. - I znowu ten ohydny, jędzowaty śmiech.
"Jeśli zaraz się stąd nie wyniesiesz, to znikniesz nie tylko z Internetu, ale z powierzchni Ziemi też" - pomyślałam, patrząc na nią złowrogo.
- I co się tak gapisz? Och, tutaj nie ma łazienki, do której możesz uciec, tak jak ostatnio.
- Nie uciekałam przed tobą. - mruknęłam.
- Wyglądało to inaczej - uśmiechnęła się złośliwie.
Podniosłam się i podeszłam do Victorii z założonymi ramionami.
- Wiedz, że to, co zrobiłaś, jest karalne. Pójdziesz siedzieć.
- "Pójdziesz siedzieć" - przedrzeźniła mnie blondynka - Ojej, ale się boję. Nic mi nie zrobisz. Moi rodzice...
- W dupie mam twoich rodziców i to kim są. Przed sądem nie uciekniesz.
Dziewczynę wyraźnie zaskoczyło, że ośmieliłam się jej przerwać.
- Uważaj sobie, Maxine Caulfield. - spojrzała na mnie złowrogo.
- Nie, to ty uważaj. I wynoś się stąd.
Victoria splunęła na mnie.
- Ty... - zaczęłam, ale blondynka uciekła z pomieszczenia. No proszę, i kto tu się boi?
Zatrzasnęłam drzwi i podeszłam do Kate.
- Ona ma rację, Max. Nigdy nie zniknę z sieci. - rozszlochała się na nowo.
"Dzięki, Victoria. Po raz kolejny." - pomyślałam, przewracając oczami.
- Pomyśl sobie, Kate. Za niedługo Victoria trafi do sądu, i to będzie temat numer jeden w Blackwell. Nie przejmuj się tą zdzirą. - powiedziałam ciepło.
- Tak myślisz? - Dziewczyna spytała smutno.
- Na pewno. - kiwnęłam głową. - Przepraszam, Kate, ale muszę już iść. Jakbyś mnie potrzebowała, to od razu przychodź. I błagam - spojrzałam w jej oczy - nic sobie nie zrób.
- Dobrze, Max. - Zauważyłam cień uśmiechu na jej twarzy. Spodobało mi się to, że potrafiłam ją pocieszyć. To naprawdę niesamowite uczucie. Przytuliłam ją na pożegnanie i podeszłam do drzwi.
- Max?
- Tak? - odwróciłam się.
- Dziękuję... Wiesz, za wygonienie Victorii. I za tę rozmowę.
- Nie ma sprawy. Od tego są przyjaciele, prawda? - uśmiechnęłam się.
- Prawda. - Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Wygląda naprawdę ładnie, kiedy się uśmiecha. Uśmiech na twarzy wygląda o wiele ładniej, niż łzy.
- A kiedy nagadałaś na jej rodziców... - zachichotała - Podziwiam cię. Ja nie wiedziałabym, co powiedzieć.
- Oj tam. Byłam pod wpływem chwili, to wszystko. Też byś tak zareagowała. - Kiedy usłyszałam znów śmiech Kate po tylu jej wylanych łzach, poczułam się naprawdę niesamowicie. Pomoc drugiemu człowiekowi jest bezcenna... I sprawia, że cieszą się dwie osoby naraz. Czy to nie jest piękne?
- Jesteś moją bohaterką, Max.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz