niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział XVI (cz. 2/2, KONIEC)

Piątek, 18 października 2013, godz. 23:56, dormitorium
Chłopak żądał docenienia. Znalazł miłość, do której nie chciał się przyznać. Ale ona mu nie wystarczyła. Nie chciał jej. Chciał być doceniony. Poczuć się wyższy. Nie wiedział, że miłość da mu większe korzyści. Nie wiedział, bo jej nie znał. Nikt mu nie pokazał, jak miłość jest ważna w życiu. Pokazał tylko, że liczą się pieniądze. Nawet jego matka wolała swoje zwierzęta, niż jego. 
Wtargnął niepostrzeżenie do pokoju dziewczyny. Spała już. Wyglądała słodko, gdy spała. Chłopak uśmiechnął się mimowolnie, jednak zaraz skarcił się w myślach. 
"Ona cię nie kocha. Ty nie kochasz jej. Zajmij się robotą."
Nie zamierzał jej budzić i zmusić do wyjścia. Po współpracy z Jeffersonem została mu kilka pamiątek, w tym ta, której zaraz użyje.
Strzykawka wypełniona środkiem odurzającym. Raz próbował wstrzyknąć środek Rachel, jednak dał za dużą dawkę i dziewczyna zmarła. Teraz nie chciał spieprzyć tego wszystkiego. Musiał być doceniony. To dawało mu największą satysfakcję. Miał idealnie wymierzoną dawkę.
Jefferson byłby dumny.
Przysuwał się delikatnie ze strzykawką, kiedy coś powiedziało mu, że nie powinien. Jednak on się tym nie przejął, chociaż jedna mała część jego serca wyraźnie zakazywała mu krzywdzić Max.
Nagle ona otworzyła oczy i krzyknęła z przerażenia.
- Zamknij się! Wbiję ci to w szyję z całą przyjemnością, suko. - syknął chłopak i mocno przytrzymał dziewczynę, aby się nie ruszała.
- Nathan...? - To były ostatnie słowa Max. Po nich poczuła mocne ukłucie w szyję, po czym zupełnie straciła świadomość.
Chłopak wybrał numer swojego dilera. 
- Tak, możecie ją zabrać. Sprawa załatwiona.
Sobota, 19 października, 01:42, kryjówka Franka
- Gdzie ja jestem...? - Dziewczyna niepewnie otworzyła oczy. Światło lampy skierowanej na nią paliło ją w oczy. Chciała zasłonić oczy dłonią, ale nie mogła nią ruszyć. Była przywiązana skórzanymi paskami do jakiegoś fotela. Naokoło niej było mnóstwo drzew.
- O nie... - zdołała jedynie wydusić, po czym ponownie zamknęła oczy.
- No proszę, nasza księżniczka się obudziła... - zaśmiał się Frank i odsunął lampę sprzed twarzy Max. Dziewczyna otworzyła oczy.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęła.
- Tego, czego twoja przyjaciółka mi nie zapłaciła. - Mężczyzna odsłonił wszystkie zęby w uśmiechu.
- Co? Skąd o tym wiesz? - zdziwiła się dziewczyna.
- Nie wiesz wiele o swojej mocy.
Max zrobiło się niedobrze. On wiedział o jej mocy. Tylko skąd?
- Przypominam to sobie. Ty o tym nie wiesz, ale wkrótce wszyscy sobie przypomną każdy twój wybór. Każde twoje słowo i manipulację. Każdy ruch. 
Z każdym słowem mężczyzny, Max coraz bardziej kuliła się w środku. Z każdym słowem zaczynały płynąć jej coraz mocniejsze łzy. 
- ...i właśnie dlatego... - ciągnął dalej mężczyzna, ale do Max docierały tylko urywki.
- Skończ! - wrzasnęła. - Wiem, o czym mówisz. Ale nie mam pieniędzy dla ciebie. Nie ja wiszę ci dług, tylko Chloe. 
- Ale ty będziesz go spłacać. Manipulowałaś mną, manipulowałaś wszystkimi. Dwa razy próbowałyście mnie zabić. A raz zabiłaś mojego psa.
- Nie chciałam go zabić...
- Ukradłaś mi kluczyki od mojego wozu. Zrzuciłaś moje jedzenie. Ja jadłem te fasolę - wyliczał, a z ostatnim przykładem spojrzał złowrogo na dziewczynę - Mam wyliczać dalej?
- Nie musisz - westchnęła, spuszczając głowę. - Ale ja nie mam tych pieniędzy. 
- Pomogłem wam. Zaufałem wam. A wy traktowałyście mnie jak totalnie ślepego idiotę. Pieniądze nie są mi potrzebne. Potrzebna mi jest tylko twoja głowa jako trofeum.
Dziewczynie zmroziło krew w żyłach. 
- Nie rób mi tego, proszę - wyjąkała cicho.
- To już twój koniec, moja droga. Nie wyrwiesz mi się. Hasta la vista - wychrypiał Frank, przykładając Max pistolet do skroni.
- Przepraszam - szepnęła, gotowa na śmierć. Czuła, że w pełni na nią zasłużyła.
Nagle ktoś strzelił Frankowi w nogę. Mężczyzna runął na ziemię.
- Zostaw ją! - krzyknął.
- Nathan! - krzyknęła Max.
Chłopak podbiegł do niej i rozwiązał ją. 
- Uciekaj, szybko. Wpakowałem ciebie i siebie w niezłe gówno. Uciekaj stąd - powtórzył.
- Dziękuję, Nathan - powiedziała Max ciepło, wstała i odeszła na bezpieczną odległość.
- Ani mi się waż stąd uciekać, dziwko! To wszystko przez ciebie, kretynie! Mieliśmy układ! - wrzasnął Frank i strzelił do Nathana. 
Trafił go w brzuch. Dokładnie tam, gdzie została postrzelona Chloe. Chłopak upadł na ziemię, a pistolet wyleciał mu z dłoni.
- Nathan! - krzyknęła Max przez łzy.
- Ciebie też zastrzelę, suko! - wrzasnął Frank.
Dziewczyna znalazła na ziemi jakiś zardzewiały łom. Podniosła go i szybko rzuciła się na Franka, trafiając go w głowę, zanim on w ogóle się zorientował. Mężczyzna znów wylądował na ziemi, tym razem już na zawsze w bezruchu. Jednak Max to nie obchodziło. Przyklęknęła przy Nathanie, który ledwo oddychał.
- Max, przepraszam - szepnął ostatkiem sił.
- Nathan, ja też przepraszam. Naprawdę cię doceniam... - zaszlochała - Nawet, jeśli byłeś totalnym dupkiem.
- Właśnie tego chciałem... Być doceniony. Dziękuję - wychrypiał, po czym jego oczy zamknęły się na zawsze. 
W końcu on to zrozumiał. Był zawsze doceniany. Przez jedną osobę, którą widział codziennie. Ona tego nie chciała. Ale przed miłością nie da się uciec. Nie da się jej zrozumieć. Trzeba ją tylko zaakceptować. 
Na jego czole stanął niebieski motyl. Znak Chloe.
- Chloe... Zabierasz go ze sobą - Max pociągnęła nosem -  Wybacz mu. W życiu trzeba przebaczać.
Dziewczyna pomyślała, że gdyby była tu Kate, to walnęłaby pasującym cytatem z Biblii, aby spotęgować jej słowa.
- Ja też mu wybaczyłam... Doceniłam go. Tego właśnie chciał. Samotny, niezrozumiany. Tak, jak ja teraz.
Motyl zatrzepotał skrzydłami, jakby chciał pokazać, że słucha.
- Życie zabrało mi osoby, które kocham. Ono jest naprawdę niesprawiedliwe. Ale widocznie tak musi być. I ja muszę się z tym pogodzić. Kocham cię, Chloe. I Nathana... - dziewczyna przełknęła ślinę - Nathana też. 
Owad podleciał do nosa Max i połaskotał go lekko skrzydłem, po czym odleciał wysoko.
Mimowolnie dziewczyna się roześmiała. Dotyk motyla był przyjemny. Tak jak dotyk Chloe.
Niestety, on już nie powróci. To już naprawdę był koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz