Chłopak rozejrzał się, czy aby na pewno trafił w dobre miejsce. Do tej pory myślał, że dobrze zna Arcadię Bay, jednak nie spodziewał się, że znajduje się w niej taki obszar jak ten, w którym teraz stał. Naokoło leżały zniszczone i lekko zardzewiałe kubły na śmieci, a obok nich - zapewne ich zawartość, dawno już zgniła. Wydzielała ohydny zapach, ale chłopakowi on nie przeszkadzał. U wielu dilerów, u których był wcześniej, smród był taki sam lub gorszy. A po tym człowieku, który go tu ściągnął, spodziewał się czegoś w tym stylu.
Parę przewróconych krzeseł z odłamanymi nóżkami i poplamionymi oparciami, rozbite butelki po piwie, poszarpana talia kart utwierdzały młodzieńca w przekonaniu, że odbyło się tam kilka karcianych walk "na śmierć i życie". Przeszedł parę kroków dalej i jego oczom ukazał się stary fotel dentystyczny z przesuwaną lampą. Wątpił, aby jeszcze działała. Fotel posiadał też podłokietniki, do których przyczepione były skórzane paski.
"Ciekawe, ile Jego ofiar już tu siedziało" - pomyślał chłopak i przejechał palcami po szorstkiej tapicerce, co sprawiło, że po jego ciele przepłynął przyjemny prąd. Lubił takie klimaty. I taką tapicerkę. Nieopodal mebla stał stół z trzema i połową nogi, niechlujnie przykryty poplamionym, seledynowym obrusem. Zamiast połowy nogi, stół posiadał pieniek, jednak mebel nadal się chybotał. Po jego dwóch stronach leżało kilka krzeseł, ale chłopak narazie nie zamierzał tam podchodzić i ich podnosić. Przynajmniej dopóki On nie przyjdzie. Wszystko to znajdowało się w małym okręgu w środku lasu. Naokoło zatem widoczne były drzewa różnych gatunków. Chłopak obrócił się - stare pralki, żelazko, dwie zmywarki. Zrozumiał, że znajduje się na cmentarzu przedmiotów codziennego użytku. Westchnął cicho. Wyglądało to jak złomowisko, na którym pochowano Rachel... Ale to nie tu. Tu jest inaczej. Tak... bardziej przytłaczająco. Młodzieniec naciągnął na głowę kaptur swojej szarej kurtki. Może i to była jakaś kryjówka, ale On raczej nie wyrzucił tylu pralek, zmywarek i lodówek. Zawsze może tu przyjść jakiś człowiek, albo pijak, chcący zagrać w brydża. A chłopak nie chciał, aby ktokolwiek go widział, a co gorsza - rozpoznał. Zamieszanie się w taką akcję po raz drugi już sprawiało nieprzyjemne konsekwencje, a co dopiero wydanie go ponownie policji.
"Ciekawe, ile Jego ofiar już tu siedziało" - pomyślał chłopak i przejechał palcami po szorstkiej tapicerce, co sprawiło, że po jego ciele przepłynął przyjemny prąd. Lubił takie klimaty. I taką tapicerkę. Nieopodal mebla stał stół z trzema i połową nogi, niechlujnie przykryty poplamionym, seledynowym obrusem. Zamiast połowy nogi, stół posiadał pieniek, jednak mebel nadal się chybotał. Po jego dwóch stronach leżało kilka krzeseł, ale chłopak narazie nie zamierzał tam podchodzić i ich podnosić. Przynajmniej dopóki On nie przyjdzie. Wszystko to znajdowało się w małym okręgu w środku lasu. Naokoło zatem widoczne były drzewa różnych gatunków. Chłopak obrócił się - stare pralki, żelazko, dwie zmywarki. Zrozumiał, że znajduje się na cmentarzu przedmiotów codziennego użytku. Westchnął cicho. Wyglądało to jak złomowisko, na którym pochowano Rachel... Ale to nie tu. Tu jest inaczej. Tak... bardziej przytłaczająco. Młodzieniec naciągnął na głowę kaptur swojej szarej kurtki. Może i to była jakaś kryjówka, ale On raczej nie wyrzucił tylu pralek, zmywarek i lodówek. Zawsze może tu przyjść jakiś człowiek, albo pijak, chcący zagrać w brydża. A chłopak nie chciał, aby ktokolwiek go widział, a co gorsza - rozpoznał. Zamieszanie się w taką akcję po raz drugi już sprawiało nieprzyjemne konsekwencje, a co dopiero wydanie go ponownie policji.
Nastolatek przeszedł obok zardzewiałego samochodu bez przednich drzwi i jednego fotela. Drugi natomiast wyglądał na pocięty nożem. Chłopak zastanawiał się, jaka może być historia tego pojazdu, w którym została też już tylko jedna opona, w dodatku przebita. Co się mogło stać osobie prowadzącej ten pojazd. Została zaatakowana? A może popełniła samobójstwo? Dlaczego wóz się tu znajduje? Nikt nie chciał go odrestaurować? Właściciel samochodu nie miał rodziny, znajomych? Czy samochód został ukradziony? Albo to tylko efekt nudy jednego z odwiedzających złomowisko? Jest tyle pytań, na które nie ma sensownej odpowiedzi, dopóki nie zna się historii danej rzeczy.
Za każdym przedmiotem kryje się jakaś historia. Zdarzenie, które mogło zmienić komuś całe życie. Tak bardzo chciałoby się wiedzieć wszystko o tym, na co tylko się spojrzy. Ale przez całe życie widzimy tylko ułamek "wszystkiego". Dostrzegamy tak mało, a wokół jest tak wiele. Każda mała mrówka ma swoją historię. Swoje życie, swój dom. Ale my widzimy tylko mrowisko. Które niektórzy niszczą. Ciekawi ich nie to, jak żyje mała mrówka, ile uniesie, jak się rozwija, rozmnaża. Ciekawi ich zniszczenie, jak wygląda zniszczone mrowisko. Spoglądają z dumą na odcisk swojego buta na piachu. Czy to sprawia im przyjemność? Poczucie wyższości. Satysfakcję. Kontrolę nad wszystkimi. Nawet jeśli tym kimś są rozchodzące się, w popłochu, tuziny mrówek.
Za samochodem znajdował się inny pojazd - kamper. Chłopak przyjrzał się mu i podszedł bliżej. Przejechał palcami po brudnej szybie, tworząc na niej trzy krzywe linie. Względnie stwierdził, że pojazd jeszcze by się nadawał do jeżdżenia i nie rozumiał, dlaczego ktoś go tutaj wyrzucił. Uklęknął przy oponie i pomacał ją.
- Dobrze napompowana.. Przecież to w ogóle się nie nadaje na złom - pokręcił głową. Wtem otworzyły się drzwi pojazdu. Zaskoczony nastolatek wstał szybko i odsunął się do tyłu.
- Oczywiście, że się nie nadaje - mruknął mężczyzna z butelką piwa w ręce. To na pewno był On. - To mój dom, idioto. Dla twojej informacji, nie sprzedaję piwa. Możesz już iść. - zaczął niebezpiecznie wymachiwać butelką.
- Chyba mnie z kimś pomyliłeś. Nie jestem pijakiem i nie przyszedłem po piwo - odpowiedział chłopak i ściągnął kaptur. Wtedy z kampera wychylił łeb duży, czarnobrązowy pies.
- Czekaj... Ty byłeś... - mężczyzna sięgnął po swoją listę klientów - Rott.
- Dokładnie - chłopak kiwnął głową - Nie rozpoznałem twojego... domu.
- To... - zaczął On, machając ręką, ale jego zwierzak zaczął warczeć i wyrywać się do wyjścia -Siad, Pompidou! - krzyknął stanowczo, po czym pies skulił się.
- Mamy parę spraw do omówienia - zwrócił się w stronę nastolatka i wskazał ręką w stronę stołu z pniem. Chłopak udał się w tamtą stronę i podniósł jedno z krzeseł. Zniesmaczył się na widok wielu plam i zaschniętych resztek jedzenia, na których będzie musiał usiąść. Nagle poczuł mocne uderzenie w plecy.
- Nie krzyw się tak. Bogaty dzieciak - prychnął mężczyzna.
Nastolatek nienawidził tego przezwiska. Zacisnął pięści i usiadł na brudnym meblu. On również podniósł krzesło i usiadł na nim, po czym położył łokcie na stole.
- Nie obchodzi mnie, ile masz kasy - zaczął bez ogródek - Niczym mnie nie przekupisz, jeśli ci się nie uda. Nie jestem kompromisowym człowiekiem. Chodzi mi tylko o wygraną.
- Rozumiem - odparł chłopak twardo wpatrując się w Niego. Chciał pokazać, że jest silny.
- Wiem, kim ona jest i jaką moc posiada. Manipuluje ludźmi.
- Manipulacja nie jest trudną sztuką - uśmiechnął się młodzieniec.
- Nie przerywaj mi! - mężczyzna uderzył pięścią w stół - Ona nie manipuluje ludźmi za pomocą słów. Tylko za pomocą czasu.
- Czasu? - chłopak uniósł jedną brew w niedowierzaniu.
- Ale ona nie zna konsekwencji swoich czynów. Robiła to od tak. Jakby umiała to od urodzenia.
- Ale co? - zniecierpliwił się nastolatek.
- Cofa czas.
Te dwa słowa zastygły w powietrzu, tworząc mgłę, która nie chciała zniknąć. Zajęła cały umysł chłopaka. Nawet wiatr mocniej zawiał po wypowiedzeniu tych słów.
- Żartujesz - nastolatek mruknął po chwili ciszy i pokręcił głową.
- Czy ja wyglądam, jakbym żartował? - zapytał mężczyzna ze śmiertelną powagą.
- Nie, ale... To niemożliwe. Jak niby mogłaby cofać czas? Bzdury - wyrzucił z siebie chłopak.
- Zamknij się, albo wyciągnę nóż - uspokoił go mężczyzna - Posłuchaj uważnie. Ja oddaję przysługę tobie, ty oddajesz mi.
- Tak, jak się umawialiśmy - młodzieniec wzruszył ramionami i oparł łokieć na oparciu krzesła.
- Właśnie. Dlatego siedź cicho. Ona ma moc. A wiesz, skąd to wiem? - zawiesił głos, oczekując na odpowiedź ze strony chłopaka, ale on nie mógł tego wiedzieć. Pokręcił tylko głową.
- Przypominam sobie. Wszystko. Jej wielka moc ma równie wielką lukę, o której ona nie ma pojęcia - zaśmiał się mężczyzna - Ty też sobie przypomnisz. Każdy jeden raz, kiedy z tobą rozmawiała, kłamała.
- Nie rozmawialiśmy. W sumie nigdy - przyznał nastolatek.
- Rozmawiała z tobą, i to wiele razy. Nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Czekaj... - chłopak poprawił się na krześle - Zaczynam rozumieć, czemu już nie masz towaru. Wszystko wyćpałeś sam. Po drugie, co ona ci w ogóle zrobiła?
- Wisi mi kasę za swoją przyjaciółkę... - wydusił gniewnie - I fasolki. - dodał ze smutkiem.
- Dobrze... - młodzieniec popatrzył się krzywo na Niego - W takim razie, co mam zrobić?
- No proszę, jednak da się z tobą współpracować. Sam się do tego ciągniesz. Wiedziałem, że będziesz idealny do tej roboty - pochwalił go mężczyzna, uśmiechnął się i wyciągnął pistolet, bardzo podobny do tego, który chłopak kiedyś dostał, po czym postawił broń na blacie.
- Mam ją zabić? - nastolatek przełknął ślinę.
- Nie, idioto. To na wszelki wypadek. Naładowany ślepakami. Nastraszysz ją, jeśli nie będzie chciała po dobroci - zarechotał.
Chłopak wziął spluwę i obrócił nią w dłoniach, po czym włożył do kieszeni.
- A... Co będę z tego miał?
- Darmową broń, narkotyki do końca życia... A jeśli sobie przypomnisz, o czym z tobą wygadywała, to także satysfakcję.
- Może być z tego niezła zabawa... Wchodzę w to - uśmiechnął się nastolatek i wstał.
- Nie czyń z tego zabawy. Stawka jest wysoka.
- Taa, rozumiem.
- Tylko tego nie spieprz. Wierzę w ciebie, młody - mężczyzna podał mu dłoń, a chłopak ochoczo nią potrząsnął.
- Zobaczysz, za tydzień ona będzie zwijać się z bólu na tym fotelu dentystycznym - zaśmiał się.
- Sądzisz, że tydzień ci wystarczy? - zdziwił się mężczyzna.
- Ona jest naiwna. Uwierzy we wszystko. Przekonasz się za tydzień.
- Świetnie... Jeśli nie znajdzie pieniędzy... - roześmiał się i uderzył w stół - W tym miejscu będzie leżeć jej głowa.
Chłopak pożegnał się i odszedł. Wyszedł przed las i wsiadł do swojego samochodu. Westchnął cicho i wyciągnął telefon. Przy Nim chłopak czuł pewność siebie, chciał pokazać, jaki jest silny i jakie ma możliwości. Ale teraz, wybranie tych dziewięciu cyfr, stało się bardzo trudne. Coś mówiło mu, że nie powinien tego robić. Już dostatecznie zepsuł jej życie. Zastanawiał się przez chwilę, wpatrzony pusto w ekran swojego telefonu. Jednak wizja docenienia z Jego strony sprawiła, że podjął decyzję. Jego kciuki zatańczyły na klawiaturze numerycznej przy wybieraniu numeru. Nacisnął zieloną słuchawkę, a jego serce mocniej zabiło z emocji. Niestety, ona nie odebrała. Spróbował ponownie, ale bez skutku. Po trzeciej próbie się poddał i odłożył to na następny dzień.
**Następny dzień, 8:17**
Chłopak obudził się w swoim pokoju już o siódmej. Przez całą godzinę zastanawiał się, czy powinien to zrobić. Czy docenienie ze strony swojego dilera jest tego warte? Usiadł w końcu na swoim łóżku. Tamtego dnia jeszcze nie szedł do internatu, był w swoim rodzinnym domu. Przejechał dłonią po włosach i wypuścił powietrze z ust. Musiał to w końcu zrobić. Dla Niego, dla siebie, dla darmowych dragów. Wybrał numer i nacisnął zieloną słuchawkę. Już przy tej czynności spociły mu się dłonie. To było najdłuższe oczekiwanie na odebranie w jego życiu. Po czwartym sygnale serce biło mu tak mocno, że od bicia pulsowała mu czaszka. W końcu, ona odebrała.
- Cześć Max, tu Nathan...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz