niedziela, 5 lutego 2017

2 | Otoczeni przez maszyny

A/N: Na początku pragnę wspomnieć, że znajdziecie w tym rozdziale, a także ogólnie w całej książce, przekleństwa. Nieczęsto, ale będą.

***

Wesołe miasteczko, 11/03/2012
Chloe's POV
Wiem, że Megan chciała być miła i zrobić dla mnie prawdziwą imprezę, ale nie rozumiem, dlaczego akurat w wesołym miasteczku. Zabawa dla gówniarzy. Nie zamierzam niczym jechać. Nie lubię być otoczona przez maszyny. Kiedyś bardzo lubiłam tu przebywać, ale od śmierci taty to się zmieniło. 
Stałam właśnie w rogu parkingu, przy kontenerach na śmieci i jakimś zniszczonym samochodzie, trzymając w ręku plastikowy kubek z piwem. Tu byłam pewna, że mogę sobie porozmyślać w samotności. Środek imprezy był pewnie gdzieś w centrum, ale ja nie zamierzałam siedzieć pośród kompletnie pijanych, nieznajomych mi osób.
- Ej, dobrze się bawisz? - O wilku mowa. Jakiś pijany chłopak, którego pierwszy raz widziałam na oczy, popchnął mnie na samochód stojący za mną. Piwo rozlało mi się na kurtkę i na maskę samochodu. 
- Spierdalaj - warknęłam, rozmasowując łokieć.
- Luz, loszka. Mogę ci pomóc się zabawić - poruszył sugestywnie brwiami i objął mnie ramieniem, a we mnie aż się zagotowało. Megan może i miała dobre intencje, ale nie musiała podchodzić do przypadkowych ludzi z ulicy i ich zapraszać. 
- Mam ci to przeliterować? Zostaw mnie, albo wytrę twoją twarzą to piwo - wycedziłam i odepchnęłam go.
- Okej, okej. Sztywniara - prychnął i poszedł sobie. Szczerze mówiąc, miałam to gdzieś. Założę się, że on nawet nie wiedział, że to są moje urodziny. 
Poszłam po kolejne piwo, ale po chwili ktoś na mnie wpadł i oblał moją koszulkę. Westchnęłam i zrezygnowałam z picia, bo jak tak dalej pójdzie, to będę mokra aż po czapkę. 
Czułam, że to jest najgorsza impreza w moim życiu. Postanowiłam na chwilę pobyć sama, ale wiedziałam, że w rogu parkingu nie znajdę już spokoju. Oddaliłam się nieco od centrum imprezy. Idąc wokół tych wszystkich kolejek górskich i poszukując miejsca, gdzie mogłabym samotnie posiedzieć, napatoczyłam się na kilku leżących bez ruchu, pijanych nastolatków - czyli pierwsze zgony imprezy są zaliczone. A rozpoczęła się niecałą godzinę temu...
W końcu oddaliłam się na tyle, że krzyki imprezowiczów oraz odwiedzających wesołe miasteczko były tylko odrobinę denerwujące. Usiadłam za jakąś budką z donutami. Tutaj na pewno nikt mnie nie znajdzie. Mogłam pobyć sam na sam z myślami. Przypomniałam sobie to, co mówił tata. O maszynach. Nauczył mnie, wtedy, że świat jest piękny.
***
- Tato, daleko jeszcze? - zapytała dziesięcioletnia blondynka, przeciągając głoski.
- Nie, Chloe. Za chwilę będziemy na miejscu - uśmiechnął się mężczyzna za kierownicą.
- A gdzie jedziemy? - dociekała dziewczynka.
- Zobaczysz - odparł tajemniczo. 
- Powiedz! - nadąsała się.
- Nie mogę, bo to niespodzianka. - wytłumaczył spokojnie William.
- Czy to jest wesołe miasteczko? - dziecko pomachało nóżkami.
- Nie - roześmiał się mężczyzna - Znacznie lepiej.
***
- Już jesteśmy na miejscu. Możesz wysiąść.
Dziewczynka z radością wyskoczyła z samochodu, zanim William zdążył dokończyć zdanie. Pełna szczęścia zauważyła, że znajduje się na łące, nad jakąś rzeką. Zasmuciło ją to nieco.
- Co jest, Chloe? Nie podoba ci się? - zapytał jej tata, wyciągając coś z bagażnika.
- Wolałabym być w wesołym miasteczku - wyznała rozczarowana dziesięciolatka i zwiesiła głowę.
Mężczyzna zaśmiał się i pogłaskał córkę po głowie. 
- Tam też pojedziemy. Zobacz, słonko, rozejrzyj się. Tu jest tak pięknie. To wszystko jest wytworem natury. Widzisz te drzewa? 
Dziecko kiwnęło głową i wpatrzyło się w kilka brzóz rosnących obok.
- No i co? - zapytała zniecierpliwiona.
- Każdy listek został stworzony z precyzją, aby był idealny. Czy to nie jest prawdziwe piękno? - uśmiechnął się i zerwał jeden z listków, po czym podał go dziecku. 
Dziewczynka obejrzała go uważnie, po czym prychnęła i rzuciła go na ziemię.
- Wagoniki na kolejkach górskich też są tworzone tak, aby były idealne.
- Och, Chloe. Jesteś uparta, zupełnie tak jak twoja mama - pokręcił głową William - Wagoniki to maszyny, tworzone przez inne maszyny. To różnica. W przyrodzie jest zupełnie inaczej - dziewczynka się nie odzywała, więc mężczyzna postanowił kontynuować:
- Spójrz, za niedługo będziemy otoczeni przez maszyny. Nawet nie wiadomo, czy zamiast tej łąki nie będzie tu kiedyś fabryka. Kolejne maszyny. Chcesz być otoczona przez same maszyny?
- Jeśli te maszyny będą kolejkami górskimi, to tak - uśmiechnęła się dziewczynka.
- Nie mam słów, Chloe. Nie da się ciebie przegadać - roześmiał się William - Zaraz zrobię ci taką kolejkę górską, że odechce ci się tych wszystkich maszyn - stwierdził i wziął córkę na ręce, po czym zaczął się kręcić. 
Dziesięciolatka zaczęła się śmiać z radości, tak bardzo, że aż bolał ją brzuch. Już nie chciała iść do wesołego miasteczka. William był znacznie lepszy niż jakakolwiek kolejka górska, na której była w życiu.
- Tato, przestań! - wydusiła ze śmiechem - Wystarczy! - krzyknęła, a William postawił ją na ziemi.
- I co? Nadal uważasz, że kolejki górskie są lepsze? - uśmiechnął się triumfalnie.
- Nie! Tatuś jest najlepszy na świecie! - krzyknęła radośnie, mocno obejmując ojca.
***
Pieprzone wspomnienia. Chciałabym znowu z nim porozmawiać w ten sposób. Chciałabym, aby znowu mną zakręcił. Chciałabym mieć znowu te cholerne dziesięć lat i uważać, że tata jest najlepszą kolejką górską na świecie.
- Hej, czemu tu siedzisz? - Nade mną stanęła jakaś dziewczyna o długich blond włosach.
- Nie bawi mnie ta impreza - wzruszyłam ramionami.
- Dlaczego nie? Przecież to jest niesamowita okazja, aby poznać nowych ludzi! - uśmiechnęła się.
Wzruszyłam ramionami.
- Jestem Rachel. Rachel Amber. - przedstawiła się i usiadła obok mnie, nie czekając na pozwolenie.
- Chloe Price - mruknęłam, nawet na nią nie spoglądając.
- To twoje urodziny? I ty siedzisz tu sama? - zdziwiła się dziewczyna.
Znowu wzruszyłam ramionami.
- Jak widać.
- Jesteś sceptycznie nastawiona... Dlaczego? - dopytywała Rachel.
- Nie lubię takich imprez. Nie lubię wesołych miasteczek. Czuję się taka...
- Otoczona przez maszyny? - zapytała. Zaskoczyło mnie to i odwróciłam się w jej stronę, unosząc brew.
- Dokładnie - wymamrotałam, nadal zaskoczona.
- Rozumiem cię. Wszędzie tu tylko rzędy śrub, szyny, metal. Tak nie powinien wyglądać świat. Przyroda jest najpiękniejsza. Drzewa, kwiaty... - pokręciła głową.
- Ty chyba jesteś spokrewniona z moim ojcem - powiedziałam z niedowierzaniem - Myślał dokładnie tak samo.
- Myślał? - blondynka uniosła brew.
- On już... - westchnęłam - Odszedł.
- Och, wybacz. Przepraszam, jeśli cię to uraziło. Jestem strasznie ciekawska - wytłumaczyła się szybko Rachel.
- Zauważyłam - pokiwałam głową.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez jakąś godzinę. Albo dłużej, nawet nie liczyłam. Rachel sprawiała wrażenie naprawdę pozytywnej osoby. Przy niej zapomniałam o tacie i o Max. Czułam, że nadajemy na tych samych falach. 
- Wracajmy już na imprezę, musisz być obecna wśród gości! W końcu jesteś solenizantką - podniosła się Rachel, a ja niechętnie wstałam zaraz po niej.
- W ogóle, twój kolor włosów jest zabójczy - powiedziała z uznaniem.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
***
- No wreszcie przyszłaś! Chloe, gdzie ty się podziewałaś? - Megan podbiegła do mnie. Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a ona znowu zaczęła mówić.
- Przyszłaś w idealnym momencie - powiedziała tajemniczo i pociągnęła mnie za sobą. Rzuciłam błagalne spojrzenie w kierunku Rachel, ale ona tylko zachichotała. 
Megan pociągnęła mnie za sobą na jakąś scenę, która musiała zostać przygotowana specjalnie dla mnie, bo nigdy jej tutaj nie widziałam. Chociaż już dawno mnie tu nie było, ale - po cholerę scena w wesołym miasteczku?
- Moi drodzy, proszę o uwagę - powiedziała Megan do mikrofonu. Większość zebranych w tym miejscu nawet się nie przejęła, co poniektórzy odwrócili głowy ze znużeniem. Jedyną osobą, która naprawdę zwróciła uwagę, była Rachel.
Dziewczyna odchrząknęła, a ja szepnęłam tylko, żeby się nie wygłupiała. Ona machnęła ręką i mówiła dalej:
- Chciałabym, aby każdy z was wzniósł toast za naszą solenizantkę - Chloe Price! - uniosła moją rękę do góry. Słysząc słowo "toast", każdy obrócił swoją głowę w naszą stronę. Typowe.
- Za tę sierotę? - wykrzyknął ktoś i zaczął się śmiać. Reszta pijanych nastolatków szybko dołączyła do niego.
Do moich oczu napłynęły łzy. Przypomniałam sobie właśnie, że jestem mokra od piwa. I stoję przed wszystkimi, będąc sierotą dosłownie i w przenośni. Właściwie to półsierotą.
Schowałam twarz w dłoniach i uciekłam. Usłyszałam za sobą śmiechy oraz wołanie Rachel i Megan. Ale nie zareagowałam. Biegłam przed siebie. Nie wiem gdzie, nie wiem ile. W końcu zatrzymałam się na jakiejś łące. Usiadłam bezradnie na ziemi, zginając kolana i chowając głowę. Dopiero po chwili podniosłam głowę i rozejrzałam się.
Tak. To była ta pieprzona łąka. Wszystko się zgadzało - rzeka, brzozy. Tylko że wtedy nie było stamtąd widać wesołego miasteczka, a teraz mogłam jeszcze zauważyć zarys kolejki górskiej. 

- Tato, miałeś rację. Człowiek naprawdę jest otoczony maszynami - szepnęłam, gładząc trawę obok mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz